ayaneko blog

Twój nowy blog

Mood: Hell Yeah!/Tired.
AD:
„Jarek Jarek obroń nas, przecież jesteś jednym z nas!”
„Kaczora do wora, a wora do jeziora!”
„Precz z kaczyzmem!”
„Faszyści!”
„Kaczy folwark!”
„Tu jest nasza demokracja!”
„Homofobia to się leczy!”
„Homofobia da się leczyć!”
„Prawdziwy mężczyzna nie boi się geja!”
„Więcej peace’u w PiSuarach!”
„Spieprzaj dziadu!”
…chyba tyle.
♪: Prayers & Melodies- Rie Fu

Miło czasem włączyć się aktywnie w życie Warszawy, tymbardziej, jeśli trzeba:
a) chodzić (a ja bardzo lubię chodzić)
b) walczyć o swoje (a ja bardzo lubię walczyć o swoje)
c) krzyczeć (a ja bardzo lubię krzyczeć)
d) bawić się (a ja bardzo lubię bawić się)
e) pokazać się z lepszej strony (a ja bardzo lubię pokazywać się z lepszej strony)
f) udowodnić, że to dresów/skinów/nieuków/szalikowców trzeba leczyć

W każdym razie, po paru trudnościach udało mi się spotkać z Małyszem i jego matką, Czarzastą, Dorotą, Olgą i Anetą, by potem wspólnie ruszyć ze wszystkimi innymi tworząc Paradę Równości.
Szliśmy, krzyczeliśmy, nagrywali nas, robili zdjęcia, rzucali w nas jajkami, rzucali w nas wyzwiskami, rzucali w nas kamieniami, rzucali w nas ziemią, rzucali w nas butelkami, nabijaliśmy się z jednej „dresiary” (istne cudo, doprawdy).
Było miło, optymistycznie i słonko nam nawet trochę poświeciło.
I po raz kolejny pokazaliśmy, że to nie nas, nie tylko gejów i lesbijek, ale i normalnych ludzi, trzeba się bać tylko tych drugich- to dresy, skiny, szalikowcy, po prostu ‚bandyci’ są wrogami Warszawy.

Mood: Good.
AD:
♪: Houki Boshi- Younha

Nowości:
-penpale są niebezpieczni. Bardzo.

-ludzie chcący penpalować to ludzie samotni, więc i nawet zdesperowani, dlatego nie czytają tego co piszesz (Japanese male, from 16-19- „Hi, I’m John fron Ghana and I’m 45 years old”- sic!)

-ludzie chcący penpalować to także ludzie ciekawi świata, ale tacy są 1/100, bo reszta to albo napaleńcy, albo patrz wyżej

-są Japończycy którzy grają na gitarach i lubią Metallicę

-są Japonki, które ledwo klecą zdania po angielsku w wieku 17 lat (geez!)

-jeśli umieścisz zdjęcie w internecie LICZ SIĘ Z TYM ŻE CIĘ WIDZĄ NA ULICY!(A może nie chcą?!)

-jeśli się idzie na maraton to się idzie całą grupą-> wesoła siódemka do boju!

-Szkocja bywa dołująca dla niektórych

-Poproszę czarną limuzynę z barkiem i TV

-Oceny się kończą

-tak, zakłócenia głośników komputerowych mogą wynikać ze złego ustawienia np. funkcji TREBLE (sic!)

-Buzia się cieszy, gdy wymyśli się coś głupiego

-Buzia się cieszy, gdy ma się szanse poznać kogoś nieznajomego i idiotycznego

-Serce boli, gdy inna kocha/nie kocha tego samego

-Serce boli, gdy ludzie straszą skalpelami w okolicach swoich nadgarstków

-Dusza się raduje, Jaruzelski prawdę będzie mówił

-Dusza się raduje, gdy posyłany jest uśmiech

-Umysł się raduje, gdy nie trzeba się uczyć

-Cała się cieszę, gdy zdrowieję (czas na spacery, bieganie i siłownię, byleby trochę cieplej było!)

Ka-ching!

Mood: Ara?
AD: Oro?
♪: California Sun- The Ramones

Bez zbędnych ceregieli- LENISTWO!

Jak tak dalej pójdzie, to stracę pracę. Taka łatwa, prosta i całkiem przyjemna, więc nie mogę do tego dopuścić, bo przede wszystkim- nie jest czasochłonna.

Z mniej poważnych rzeczy-
nie chcę być już chora!
szykuje się maraton!
moja rodzina w stanach nie ma na co kasy wydawać! (Chryste panie, ale głupi Ci Amerykanie)

We wtorek test z japońskiego. 90% musi być, bo jak nie to…to…to…

Miesiąc. Plus tydzień.
Wyrobię się?

Mood: Haaa?
AD: „Sukces polega na wiedzy o tym, ile potrwa jego osiągnięcie.” Seneka
♪: Child Prey – Dir en Grey / Wing – Takahashi Youko

W Berlinie było niesamowicie.
Znowu ludzie, ludzie śmieszni, ludzie dziwni, ale „sami swoi” ludzie.
Taki spokój, odpoczynek od tych wszystkich karków, ziomali i tapeciar…(bez urazy dla żadnej z grup, ale cóż)
Kyo (wokal) rzucał się po scenie jak jakaś chora małpka (porównanie ze względu na jego mały… wzrost) i robił dziwne rzeczy- bił sie w pierś, udawał podcinanie sobie żył, wyrywał sobie zęby, turlał się po scenie…
Die się raz przewrócił aż się cała ekipa przestraszyła.
Kaoru robił miny do widowni (piiiisk od razu), pokazywał znany wszystkim znak szatana, więc było fajnie. I tak fajnie sie uśmiechał.
Toshiya jak zwykle starał się wypaść jak najsexowniej i chyba mu się udało…Rozwiany włos, gitara w ręku, rozchełstana kamizelka…och, mon amore! (pfff)
Shinya grał. Tyle go widziałam.
Przez okropny upał połowa fangirlsów w gorsetach oczywiście zemdlała. 34 stopnie to za dużo także na lateks.

Weekend w ogóle był śmieszny, dzięki spędzeniu go z Tenko i NekoNeko (albo ButaNeko łamane przez NeNeko albo Ne (spać) i ko (dziecko))…Mam strap’a z czachą. I bardzo fajne zdjęcia.
Taa, wychodzi na to, że jestem czachofilem. Przydałby się kostium kąpielowy z czachą…

Powracając do domu o godzinie 23.00 obejrzałam kawałek III części Władcy Pierścieni po czym wcale nie położyłam się do łóżka, ba, tylko dzielnie się uczyłam do 4 klasówek następnego dnia.
Po szkole spać.

Wtorek zleciał szybko- szkoła, sprawdzian z biologii, bierzmowanie (31.05.2005), więc Ophelia żyje, żyje i ma się dobrze.

Środa- przewiało mnie w kościele, a że i na dniu brytyjskim nie dopisała pogoda skończyłam w domu chora, z książeczką wygraną po raz kolejny na konkursie wiedzy o Wielkiej Brytanii (Dream Team- Ja, Just, Key).

Czwartek- szkoło żegnaj, japoński też (sic!), witaj chorobo!

Źle się czuję.

Przez leki.

Schudłam 5 kilogramów.

Tyle że przez leki, jakimś dziwacznym zdarzeniem, przytyłam kolejne 2.

Wniosek: leki są złe.

Mood: Crrrrrrrrrrrazy.
AD: „Kucharz kucharz nie oszukasz” Wilq (by brothers Minkiewicz)
♪: Ain’t Afraid to Die- Dir en Grey

Żegnam się ze wszystkimi miło i przyjemnie- jutro rano wyjeżdżam do Szczecina, z którego w sobotę wyruszę na koncert nie do zapomnienia.
205 azjatów na bank będzie.
Nawet jeśli 150 to gothic lolitki, to 55 może być płci męskiej.
A każdy wie co to oznacza.
Będzie dużo zdjęć, oj dużooo…
Będzie dużo wspomnień, oj dużooo…
Będzie dużo chichotów, oj dużooo…
A teraz niech mi ktoś popsuje humor.
Marne szanse.

Mają być 34 stopnie.

Mood: Lazy bum.
AD: „Kto wcześnie wstaje, ten wcześnie umiera” Rincewind (Świat Dysku, Terry Pratchett)
♪: nothing O_O

A więc…
Od czego by tu zacząć…
Czy od tego, że nasz wychowawca nas nie zawiódł i co noc obalał flaszkę?
A może od tego, że zaspał na śniadanie i ja, jak wredna jędza, śmiałam się na widok pustego krzesła?
A może od tego, że nie mam farta do facetów? (chociaż to nieważne, bo mi przeszło)
A może od tego, że połowa ludzi jest chora po tej wycieczce, bo było strasznie zimno?
A może od tego, że wycieczki na miasto, to tak naprawdę wycieczki na klif?
A może od tego, że idąc na wschód słońca niekoniecznie się go zobaczy?
A może od tego, że kółko koksa potrafi nieźle ogrzać i rozbawić?
A może od tego, że już raz na zawsze powinnam zapamiętać, że nie ocenia się ludzi po wyglądzie?!

A może jeszcze inaczej, od tego, że mimo ogólnego ‚melanżu’i sama nic nie piłam to świetnie się bawiłam?

Bo tak było. Świetnie. Trochę spięć, trochę nud, ale w większości dużo śmiechu.

I dużo emocji.

…a emocje potrafią wszystko zepsuć.

Mood: On fajerrrr…
AD: „Ohydne, 0-19 pkt to Kruk czyli kra kra.” Matsushiro Ken (Yakitate!! Japan)
♪: Baby I Like You Like That- Se7en

Niedziela- kolejny rodzinny obiadek. A nie jestem spakowana. Trudno, spakuję się rano. (hahaha…)
I żeby było śmieszniej, Vinci mi się podobał. Śmieszny, ale i pomysłowy. No i taki…polski. Ha. A japońca zrozumiałam, japońca zrozumiałam, terefere…!
Idę spać.

Tak, żeby nie było, że zniknęłam bez śladu (choć niektórzy by się pewnie ucieszyli)- wyjeżdżam na szkolną wycieczkę na 4 dni, wracam w czwartek wieczór.

Jedna-wielka-bzdura.

Mood: Rrrra!
AD: „Kontrowersje są tylko porównaniem ludzkich umysłów.” Przysłowie chińskie
♪: Raining Again- Moby

A więc tak, moja sobota była całkiem leniwa dopóki nie pojawił się demon i zawładnął ciałem Megumi. Była z tego niezła heca, ale dzięki akcji ratunkowej pluszowego misia wszystko wróciło do normy, chociaż okazało się, że boginki wcale nie są zawsze takie święte. Potem zaczęłam przyglądać się egzekucji, do której ma nie dojść, bo och! jej! oto bohater walczy z odwiecznym rywalem i wygrywa. Ale co teraz? Och nie, no na pewno mu się nie uda, przecież jeszcze tylu ma do bitki! Przełączyłam na amerykański futbol, w którym zakręcił się romans, ale taki dosyć skryty na razie. W każdym razie, nadszedł czas na oddanie się w ręce świata fantazji MAR, ale że było tam strasznie nudno, przewinęło się i znalazło obok niezwykle opalonej i ciekawej dziewczyny, tylko szkoda, że tak okropnie naiwnej. No bo komu byś zaufał/a? Swojemu chłopakowi, czy jego starszemu bratu, który przecież jest taaaaaaki milusi i w ogóle? Odpowiedzcie sobie sami, nadszedł czas na pieczenie chlebka. Tyle że w związku z turniejem, wszystkie piekarnie Pantasii pozamykane, więc warto było sobie popatrzeć na finały…Skończyło się jednym wybuchem (dosłownym) i kolejnym afro (chryste panie) i śmiechem do 2 w nocy. A potem do łóżeczka, gdzie miałam sen, o którym lepiej nie mówić (żaden pervert, żeby nie było, po prostu szalony).

Lubię takie soboty.

Mood: Burnt.
AD: „YOU SUCK!” (kojarzycie trailer „zupełnie jak miłość”? Właśnie tak!)
♪: Corona- Minutemen

Poniedziałek- nie pamiętam. Ale nie dlatego, że się spiłam.

Wtorek- nie pamiętam.

Środa- lenistwo i nie pamiętam.

Czwartek- lenistwo, kaligrafia, śmiechy-chichy i nie pamiętam.

Piątek- lenistwo, obowiązki, przyjemności, nudy. Nie pamiętałam o szkolnej dyskotece, ale jakoś niespecjalnie mi żal…

Za to wciąż, jak ten piekielny hobbit, chodzę boso, gdy wszyscy w góry wezmą buty. Moje biedne stopy są strasznie pokaleczone, ale czego się nie robi dla dobra własnego mózgu?
Wydałam znowu pieniądze na ciuchy, a do wakacji miałam tego nie robić (sic!)
I brakuje mi ich. Tydzień zrobił się potwornie nudny bez nich.

A od poniedziałku wycieczka. I co wtedy?
Co tam będzie? Czy to będzie jeden wielki melanż i porno industries?
Szczerze, to na razie mnie to średnio interesuje. Zacznę się angażować na miejscu, pewnie, jak zawsze.

I miło powspominać czasy Głubczyc…(lipiec ’03)
I miło zobaczyć większą niż zwykle liczbę komentarzy….
I miło w końcu czekać na wakacje, a nie mieć je gdzieś.

Czekam tylko jeszcze na coś.
Na te przeklęte wyniki.

Dziwacznie? A spodziewaliście się czegoś normalnego?

Mood: Gorgeously gorgeous!!! (tss!)
AD: „Oczekiwanie na szczęście jest motorem życia ludzkiego.” A. Makarenko
♪: I Wanna Be Your Boyfriend- The Ramones

Piątek- po powrocie ze szkoły zastając pusty dom poszłam spać i obudziłam się ok. 19.00. Trochę TV, rozmowa, trochę obowiązków. I Pulp Fiction.

Sobota- po obudzeniu się tylko przygotowania, przygotowania, przygotowania do imprezy, która była…kto był to wie, kto nie wie, niech żałuje!

Niedziela- sen do godziny 14, śniadanie, TV, TV, TV, wanna, TV, lekcje i właśnie idę spać.

Weekend, którego nie było, ale nie żałuję.
Weekend, w którym nie zrobiłam nic pożytecznego, ale nie żałuję.
Weekend, przez który prawie zarywam noc i będę nieprzytomna, ale nie żałuję.

Bo warto było zobaczyć Mikołaja po bardzo, bartdzo długim czasie.
Bo warto było odnowić więzi Agaty z jej rodziną.
Bo warto było spędzić kolejny, zabawny, miły, choć trochę chaotyczny i głośny wieczór w zsypie.
Bo warto zauważyć, że, cholera jasna, wcale nie potrzebuję samotności!

A kościste czy przy kości, to już nie mój wybór…


  • RSS