ayaneko blog

Twój nowy blog

Ayaneko’s American Trivia Time!

Pytanie 1:
Od kiedy to lubie rude wlosy zamiast ciemnych jak krucze piora?

Pytanie 2:
Od kiedy to wole blask blekitnych oczu od glebi oczu czarnych?

Pytanie 3:
Od kiedy to motyle wariuja?

Pytanie 4:
Jak moze czas tak szybko uciekac, gdy sie akurat tak dobrze bawie?

Pytanie 5:
Czy bedzie tu jakas impreza czy sama musze ja skombinowac jak juz wroce? (Shiiit)

Pytanie 6:
Ile jeszcze tu wydam?

Pytanie 7:
Czy niektorzy znajomi sie na mnie obraza za brak prezentow? (Sorry, jestem splukana)

Pytanie 8:
Dlaczego nienawidze w Polsce jak do mnie mowia „Malgorzato” a tu tak bardzo to lubie?

Pytanie 9:
Czy jak wroce, to bedzie na mnie czekac praca przy tym boskim portalu? (Prooosze, niech tak bedzie!)

Pytanie 10:
Czy ja tu kompletnie zwariowalam?

Odpowiedz znam tylko na ostatnie pytanie: Ja zawsze bylam stuknieta

Hm.
Od czego by tu…
Tak dawno nie bylo internetu, ze juz sie zgubilam w tym co chce powiedziec, napisac czy co. Porazka.

W kazdym razie mieszkam juz nie w wypasionej willi, ale w wypasionym domku jednorodzinnym wraz z rudym dziwolagiem, zakochana we wlochach jego mama oraz sarkastycznym milosnikiem Las Vegas.
Genialna mieszanka, jest cudownie.

Zostalo mi tu jeszcze 10 dni. W Californii tylko 8, ale…
Troche dobija…nie, to nie to slowo.
Troche przygnebia (?) mnie fakt, ze jak wroce to mam od ch*** do zrobienia. Zegnajcie wakacje, taa?

Jedna zadziwiajaca tu rzecza jest to, ze cokolwiek pomysle, albo mi sie przysni, to w Polsce dzieje sie na odwrot. Za to tu- wszystko dzieje sie tak, jak sie przysnilo czy pomyslalo.
Sama doswiadczylam trzech takich przypadkow:
a) sen: gubia sie klucze; zgubily sie klucze
b) sen: zatyka sie kibel; zatkal sie kibel!
c) sen: przychodzi Dave i mowi, ze teraz mieszkam u nich; ta-ram! Mieszkam u nich!

Life is a mystery, jak to mowila Madonna

Za to polskiego jezyka mam tu az za duzo. (Polska jezyk, chinska jezyk, jak to stwierdzil pewien Tomas ze stacji benzynowej)

Zyje sie tu szalenie, szybko i slonecznie.
Triple S, ziaaaaa!

Mowiac powaznie (a mowi sie niepowaznie? Moj polski sucks.) zabawa jest tu przednia, tylko pieniadze sie niezbyt dobrze bawia, zaczyna ich mi brakowac (w sensie, na jedzenie ok, ale ciuchy? Forget ’bout it!), ale mila niespodzianka bylo dostanie stowki od kuzynki cioci mojej mamy (u tak dalekiej rodziny jestem, ze moglabym wziasc z kims tutejszym slub. Niezle.)

Jestem po zwiedzeniu LA i niestety, ale prawie zobaczeniu Johnny’ego Knoxville’a – gdybysmy wyjechali dzien pozniej…

Dzis pochodzilismy po SF raz jeszcze, odkrylismy przepyszna czekolade (Boze, nie dosc ze hormony w jedzeniu to ja sie tu jeszcze obzeram czekolada, szalenstwo), a dzieki mojemu siostrzencowi ogladam mnostwo miejscowek skateboardowych. Whatever, mate!

Propo ciuchow: najlepsze maja t-shirty. Ceny mniej wiecej w miare, ale jak kupujesz duzo to sie zaczyna problem.

Chyba ze masz karte stalego klienta

Nie ma nic gorszego niz podstarzala ciotka mamy narzekajaca i majaca wszystko i wszystkich za negatywne rzeczy.

Nagle zaczelo sie podlizywanie. (Come on, ile ona ma lat?!)

Teraz sa fochy, ze droga byla kreta.

A wracajcie sobie samolotem, kurde!!!

PS: Pozbedziemy sie ich w sobote.

Mamy za soba przeprawe przez San Francisco limuzyna Vina Diesela (z filmu XXX).

Przeprawe stateczkiem po wodach San Francisco wokol Alcatraz z kapitanem gejem (chyba).

Zakupy w najbardziej szalonym sklepie w San Jose tez mamy za soba.

Plywanie w basenie, przepyszna lazania u pani Ani, barbecue w niemalze naszej rezydencji, sushi w BeniHana….

A teraz wyprawa do LA.

Zainteresowanych (w tym niedowiarkow!) zdjeciami prosze o maila.

Cudownie.

San Francisco jest do dupy, ale juz pod nim kawalek, tam gdzie mieszkam, jest milo, cieplo i wspaniale.

Rano basenik, potem obiad na miescie, kolacja w gronie rodzinnym.

Dzieki wszystkim za maile i smsy, w ktorych pytacie czy mnie talibowie nie porwali!

SF jest pelno japonczykow. Zaluje, ze nie zrobilam zdjecia, bo robili wywiad chyba z jakims aktorem, ale coz…next time.

Wlasciwie to tyle, bo ide na shopping wlasnie.

Do nastepnego.

(Sorry za moj polski – chyba zmieniam narodowosc…Uuu….)

Moi drodzy.
200 notka miała być z pompą.
Miała być z nowym layoutem.
Miała być z cudownym przemówieniem.
Miała być inteligentna.
Ale nie jest.

Z powodu ograniczeń czasowych jak i złośliwych (czyt. internet mówi papa, twardy dysk pluje jadem, szybkość zadziwia i kochana rodzina) przełożona jest owa pompa na czas, gdy wrócę z USA. Czyli 19 sierpnia.
Miesiąc z kawałkiem.

Więc, tych, których nie zdążyłam pożegnać osobiście, to raz, że przepraszam, a dwa, że żegnam i życzę miłych wakacji, gdy sama jadę się tuczyć i opalać na plaży w San Francisco (taa…O! Wielki Kanion! A A-neko gapi się na co innego…Każdy wie co.)
Życzcie mi powodzenia w unikaniu zbędnych kilogramów.
Kocham was wszystkich, jakimikolwiek jesteście frajerami albo złośliwymi jędzami/mężczyznami.
Jeśli dam radę to coś tu napiszę w trakcie.
Jeśli dam radę to zainteresowanym wyślę kartkę, albo maile (mój znacie, a jak nie, to prosze: ayaneko@buziaczek.pl )

No i to by było na tyle.

Bez pompy.

Mood: WTF!
AD: „Daj Boże, w dobry czas mówić, a w zły milczeć.” ***
♪: Feels Just Like It Should- Jamiroquai

Ponieważ notka długa, robię wam spis treści…Omińćie co Wam nie pasuje.
Part I: Chamstwo i prostactwo
Part II: Kino

Part I
Pan Maleńczuk miał rację (zresztą kiedy jej nie ma).
Wygonili mnie z kolejki, gdy czekałam by oddać 3 kopie świadectwa i 3 kopie zaświadczenia o punktacji egzaminu na koniec gimnazjum (taka procedura).
Czekałam 2,5 godziny tylko po to, by wyszła gruba blondynka i oznajmiła obrażonym tonem:
„Ooo nie, ja tu pracuję tylko do 15.30, przyjmę tylko dzieci z rodzicami!”
Nie byłabym sobą, jakbym nie odpowiedziała. Więc:
a) primo „Ale jak to” „Tak to.”
Kochamy argumenty.
b) secundo „Przecież na stronie głównej i na wszystkich ogłoszeniach wydanych przez MENiS i OKE jasno i wyraźnie jest napisane, że w dniu dzisiejszym sekretariaty mają działać do 18.00″
„Nic mi o tym nie wiadomo”
Włącza się jakiś rodzic „Ale tak jest, więc czemu pani o tym nie wie? Chyba była pani szkolona na ten dzień…”
„*chwila ciszy-trybiki się ruszają* Nie mam żadnej takiej wiadomości. Możesz przyjść w poniedziałek!”
c) tertio „Ale na jakiej podstawie ja z tej kolejki jestem wyrzucona? Tylko dlatego, że nie ma ze mną rodzica, bo ciężko pracuje?!”
„Nie masz już szkoły, więc możesz sobie przyjść w poniedziałek.”

Wkurzyłam się, ale i poczułam jak śmieć. Oto całkiem nieznana mi osoba doskonale wiedziała jak mi dokuczyć w dzień ojca.
Zajebiście, to te wszystkie maminsynki są lepsze ode mnie, bo są tam z rodzicami?! To chyba ja tu jestem niezależna?! Jeszcze bym rozumiała, jakby to był jakiś normalny powód, argument ale coś takiego? Na dodatek na samym początku zapytałam- czy rodzic jest potrzebny? I dostałam odpowiedź:
„Nie, nie jest, sama to możesz załatwić.”

WHAT THE FUCK?!

Ale właściwie czego ja się spodziewałam, to przecież Polska. Kraj, w którym wszelaka administracja i poczta działają na kocią łapę. Ta gruba baba pewnie spieszyłą sie podlać pomidory na działce.
Ale, kurwa, nie za to jej płacą!

Może i przereagowuję, niby nic, po prostu mnie wyprosili, TFU, wygonili z kolejki, ale z takimi podstawami to jej się nie uda wywinąć- konsekwencje będą, w poniedziałek „Burda cz. II”.

A takie fajne to liceum…Cóż, po raz kolejny moja wiara w równowagę się sprawdza- mamy minusa.

A teraz Arcypytanie: czy to dlatego, że w czwartek się tak świetnie bawiłam? Więc co, teraz mam bilans na zero, czy na minus?

Part II
Innym słowem, w znacznym skrócie: A-neko lubi filmy i dużo filmów widziała, ale że miała głowę w chmurach to się tym nie podzieliła.

Na maratonie widziałam całego Kill Bill’a.
Eee…Jedynka mi się bardzo podobała. A dwójka? Ta oscentacyjna cisza, przedłużanie, „Kocham ale zabiję”…po prostu mnie zabijało nudą. Ech…

Sin City- przegadane?! PRZEGADANE?! A czy ktoś kto tak uważa, wie co to znaczy „odpowiedni klimat”?! Tymbardziej że to film utrzymany w klimacie noir. I dzięki Bogu, nie latały nigdzie sceny ostrego sexu, ani głupie przezwiska, ani źle nakręcone sceny akcji. Geez. Chcę jeszcze raz.

Karol, człowiek który został papieżem- ok, nigdy w życiu bym nie zgadła, że na to pójdę. Ale poszłam, dzięki koledze. I to nie jest film o Karolu, który został papieżem. To film o Polsce, kraju któremu nikt nie pomógł(R)[pomysł własny!!]. Mamy tu Karola Wojtyłę, który wśród okrucieństwa i przemocy jest jakąś ostoją miłości i prawdy i oczywiście mądrości. Dobra, ładnie, ale bardzo w tle. A wątek nawrócenia agenta wydał mi się bajkowy. Może po prostu już nie wierzę w ludzi…Jak to ktoś powiedział: „Who was born as a villain, always will be a villain”

Autostopem przez galaktykę- podziałało ożywczo, po tych wszystkich smętach. Lekkie, łatwe, przyjemne i bardzo zabawne. Co tu dużo mówić? Wybierzcie się, chyba że Marvin będzie miał depresję ;P

That’s all folks

Mood: Groovy
AD: „A on śpi obok, a ty tylko myślisz o tym, że jest obok” ***
♪: An Honest Mistake- The Bravery

Skończyłam gimnazjum. Łatwo, prosto, przyjemnie choć czasem trzeba była się przyłożyć, postarać, pomęczyć.
Średnia 5,3.

Komu to zawdzięczam?
Właściwie, mam być komuś wdzięczna?!
Jeśli już to sobie i ewentualnie nauczycielom.
Brzmi narcystycznie?
A niby kto mi pomagał?
Matka, która tylko truła mi głowę pytaniami, czy już odrobiłam lekcje, czy wiem co kiedy robię, i narzekaniami, bym sprzątnęła pokój, skończyła z lenistwem, posprzątała dom, nie szła na imprezy?
Brat, który zamiast mnie wspierać cały czas był przeciwko mnie?
Koleżanki, koledzy? Mogę być im wdzięczna za spędzony czas, ale na pewno nie za wyniki w nauce.

Jędrula to strasznie śmieszny gość. Oby trafił mi się podobny wychowawca/nauczyciel w liceum…

Potem impreza, szalona impreza w Reserv’acie. Blisko mnie, więc po szalonej imprezie, skoro tylko 2 godziny zostały do metra/autobusu to nocuję u siebie dwójkę znajomych (w tym Stemple, he he :P) A zaraz chyba zrobię im zdjęcie…Dla hecy.
Mama zareagowała spokojnie.
Brat się nie obudził.

Jestem im wdzięczna.

Mood: Whoa!
AD: „I’m a fool” ***
♪: An Honest Mistake- The Bravery

Mówiąc prosto, zwięźle i soczyście:

MARATON.

IMPREZA.

URODZINY SIOSTRZEŃCA.

Nie ma weekendu!


  • RSS