ayaneko blog

Twój nowy blog

Dnia 11 grudnia (niedziela) od godziny 13 zero zero serdecznie zapraszam w swoim wyłącznie imieniu na żegnanie naszego jakże kochanego i cudownego
*przerywa pisanie by wytrzeć łzy*
teraz już prezydenta Polski całej,
byłego Pana Prezydenta Warszawy.
Przez 3 lata wręcz fenomenalnie opiekował się stolicą, dlatego pewna jestem, że każdy ma ochotę mu podziękować osobiście.
Na placu bankowym 3/5, czyli pod Ratuszem, zbieramy się by między innymi dopisać słowa, jakie chcemy mu przekazać na wielkiej laurce. Mile widziane własne przybory plastyczne.
*popłakała się*

Spotkanie jest naprawdę, ale jakby ktoś był ciemny- ja pożegnam go z radością, bo da spokój (miejmy nadzieję), choć szkoda, że przesiada się na wyższy stołek. I z pewnością mu „podziękuję”.

Jeśli Cię tam nie zobaczę, to znaczy że jesteś dziadem…a takim mamy do powiedzenia jedno: spieprzaj dziadu!

Mood: WYSPANA
♪: Final Distance – Utada Hikaru

Bez zbędnego udawania, że myślę od czego zacząć, bo nie ma co myśleć, tylko pisać, pisać, pisać.
Intuicja dzięki Bogu nie ma co do czego mieć racji jak na razie, chociaż w normalnych sytuacjach życiowych też nie zawodzi…Niech ją szlag i kwiaty jej dać. Jak faceta- kocham ją i nienawidzę.

Szkołę można pominąć, bo jak to w szkole – pseudonauka się dzieje z małymi zalążkami zabawności nie mówiąc już o ocenach, które lecą z szybkością ślimaka rzuconego w trawę.

Zaczęłam kontynuację nauki jakże pięknego języka japońskiego i jestem taka szczęśliwa, bo nie dość, że wychodzi że coraz więcej rozumiem niż myślałam, że rozumiem, to na dodatek plany odwiedzenia ojczyzny tego języka mają już bardzo realistyczny wydźwięk. Lato 2007 – Tokio, przelotami Osaka, Kioto, a jak się poszczęści to nawet na Hokkaido się zjawię.
20 miesięcy.
Dzięki Bogu, zbiorę trochę pieniędzy!
Wakur, krucafuks, to jeszcze 20 miesięcy.

Towarzyskie życie boli, kwiczy i dźga prosto w serce, bo jest, tętni życiem, jest cudowne, wspaniałe, et cetera!
…Ale wciąż jest cholernie zimno wieczorami, wciąż są pojedyncze powroty do domu, wciąż da się wyczuć w sobie tego małego pasożyta, który cichutko i leciutko, ale boleśnie kłuje, gdy widzi się niedwuznaczną sytuację – a zowie się pseudozawiścią.

Boże, imprez większych dać nie mogłeś, naprawdę, są udane, udane i jeszcze raz udane!
Co z tego, że alkohol się leje, skoro ma się takich ludzi wokół?
Zboczeńców i dziwaków nigdy nie za wiele, co za towarzystwo…
O, ironio!
Ta dwulicowość co poniektórych potrafi naprawdę czasem zabić.
Ta wewnętrzna niepewność związana z nutką chęci działania jest zawsze, i dobrze!, zagłuszana przez rozsądek.

Dużo, dużo się dzieje, zaczynam się gubić, gdy biegnę do przodu. Bałagan w pokoju, bo się lenię.
Nowi ludzie poznani, bo się bawię.

Ach, życie!

Wnioskowy aforyzm:
Żeby życie miało smaczek,
nie pij spirytu, uważaj na krzaczek
A gdy cię ochota najdzie na całowanie
wybierz sen, kochanie

Nie mam nic do powiedzenia.

Nie teraz.

Nie w ten sposób.

Ponieważ mnie to intryguje, zacznę od rzeczy od której miałam nie zaczynać:
Droga Życzliwa (kiedyś Życzliwy…zmiana płci czy rozdwojenie jaźni?),
mogę się tylko domyślać kim jesteś. Ale nie to jest ważne. Ważne jest to, o co Ci chodzi, bo o tym nie mam bladego pojęcia. Mówiąc jaka to ja jestem taka, owaka czy jeszcze inna niż kiedy mnie znałaś (co w gruncie doprowadza mnie do śmiechu)- wkurzasz mnie. Jestem szczera, bo nie przywykłam do mówienia nieprawdy. Mam nadzieję na jakiś kontakt, wyjaśnienie sprawy i dalsze nieingerowanie w życie każdej (?) z nas. Mail każdy zna, kto umie czytać.

Wracając do życia normalnego…
Minęło trochę czasu, a wiele się wydarzyło. Nadeszła kulminacja, pozostawiając po sobie parę kawałków stłuczonego szkła na podłodze. I niech póki co leżą. Parę z nich podniosłam i wyrzuciłam, niektóre zostały wrzucone do pudełka z pamiątkami na wieki. A te 3, te 3 niech dalej sobie leżą. Do całkowitej konfrontacji z tak zwaną „prawdą”.

Nie będę musiała być tak zła, jak to myślałam- do Paryża jadę legalnie.
Umilacza Czasu(TM) nie odstawiłam.
Za to taka jedna grupa się zaczyna pieprzyć.
A inna tworzyć.
Równowaga, moi drodzy, równowaga to podstawa.

Moja Intuicja ZAWSZE ma rację

Czuję to.
Byłabym jakaś głupia jakbym nie czuła, że wszystko zmierza do jakiegoś epicentrum, do jakiejś właśnie kulminacji.
Zaczynam się denerwować. Nie złościć, stresować.
Bo jak będzie źle..?
Ba, zawsze jest dobrze. Będzie dobrze.

Zauważam niepokojące oznaki życia rodzinnego.
Gnojenie.
Dołowanie.
Denerwowanie.
Czy tak właśnie wygląda normalna rodzina?
Kurczę, mi to nie pasuje, ja protestuję!!! I po stanach już wiem, że naprawdę nie ma się co przejmować.

Na ten miesiąc koniec z pewnym umilaczem czasu. Naprawdę, bo zrobi się to chorobliwe a ja nie chcę mieć żadnych nałogów czy ograniczeń.

Robię się zła. Zła do szpiku kości. Jeśli mój tajny plan wypali, to że tak powiem – bałagan w pokoju będzie najmniejszym problemem w oczach mojej mamy (mówiłam, że jest pedantką? Rzeźnia!)

W szkole czas płynie szybko, naprawdę, niemalże ucieka.

W tym tygodniu los mi sprzyja. Los, czy nawet Bóg, nie wiem, ogłosił tydzień dobroci dla takich dziwactw do jakich ja należę.
Nie mam problemów z nauką, zarywam noce, czuję się świetnie, nie dostałam żadnej negatywnej oceny…

Dzięki..!

A faceci są dziwni *ukłon w stronę jakże boskich znajomych Tenko jak i moich klasowych*

…Boli.

Impreza, posiadówa, dyskoteka…Whatever to było, było w porządku. Pomijając 4 zgony, straconą pościel, rozbity kielonek i złamane serce (chociaż…?).

Sylwester się szykuje.

A ja sprzątać muszę. A potem praca domowa.
Że tak powiem…chyba normalnie.

Że tak powiem…chyba nic z tego nie będzie.

Mam zapas chipsów na pół roku

Czas ucieka, drodzy państwo, ano ucieka. I to pędem. Czasem się zastanawiam czy jest jak facet na mój widok- to czaszki straszą czy po prostu ja.
Pomijająć ten prosty fakt, że jeszcze muszę odkurzyć, zmyć, prasować, myć, docierać, wybierać, prać, przygotowywać, kupić, ugotować, przyrządzić, przyprawić, pościelić, nagłośnić, update’ować, schować, napisać tu i ówdzie co nieco…

Obejrzałam film, który zowie się „Charlie i fabryka czekolady”.
Bajka powiadacie?
Bajka?!
Alegoria do cholery, a nie bajka!

Po pierwsze: Tim Burton nie tworzy bajek.
Po drugie: Tim Burton rządzi.
Po trzecie: Ekipa którą zatrudnia Tim Burton jest geniuszami, tak jak i on sam. Rządzą.

Dochodząc do jednego wniosku – film był i jest zresztą genialny – ubiegam się o mega-mega plakat Willy’ego Wonki!

Siedząc w kinie poczułam się nie jak w kinie, ale jak w wesołym miasteczku po raz pierwszy. Jak mały dzieciak zafascynowany kolorami, światłami, neonami, sztucznymi ogniami…

Tak cudownie poczuć się dzieckiem.
Wiem, stara to ja nie jestem jakoś, ale jednak…

Johnny Depp gra wspaniale, takiego dziwaka nie da się NIE polubić (a co mi tam, Oscara mu dać!)

Brak mi słów. Naprawdę, tego nie ma co opisywać, ten film NALEŻY zobaczyć..!

A mój brat to świnia

Mój Boże.
Czwartku, czemu żeś tak szybko uciekł? To był najlepszy wieczór. Pobiłam rekord- wróciłam do domu o 6.30 w piątek.
Do rzeczy.
Szanowna Towarzyszka Tenko miała 19. urodziny, więc wraz z jej koleżanką wypiłyśmy miodu trochę w Antykwariacie.
Do rzeczy.
Koleżanka szła do domu, zaś my- na „posiadówę” u znajomych Tenko.
(Nareszcie więcej chłopaków od dziewczyn!- przyp. aut.)
Do rzeczy.

…Brzydko mówiąc, było zajebiście.

Kolczyki rules, ale nie u dziewczyn!!!

Powrót bywa bolesny.
Powrót jest jednak nieuchronny.

Po powrocie z Kraju Kwitnącego McDonalda nie odczułam (dzięki Bogu!) zbytniej różnicy w tolerancji, poza paroma dziwnymi wzrokami. Cóż, polityka kulturalna.

Po powrocie z obozu integracyjnego wiem, jestem 100% pewna, że wybrałam idealne dla siebie liceum – i niech Wielki Sosen Dyr mówi co chce – ja tę szkołę lubię. I to bardzo.
Wychowawczyni słucha Iron Maiden’a, tolerancja wszędzie wokół, ludzie oryginalni…Mniam!
Szkoła mała, ale naprawdę przytulna.

Po powrocie do rzeczywistości stwierdzam, że jest szara. Ale barwy innych tu się liczą.

Warkoczyk pany!

Wracam wracam wracam
do obowiazkow
do znajomych
do wkurzajacego brata
do szarego swiata
do udawanej tolerancji
do braku szarmancji
do brudnych ulic
do rzutu kamieniem
do wlasnej muzyki

witaj Polsko!
Wkrotce.
Word…!

PS: Wszystkim doglebnie urazonym zarowno trescia jak i wygladem dzisiejszej notki proponuje urlop. Ja na takim jestem.


  • RSS