ayaneko blog

Twój nowy blog

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

O rany.

Brak komentarzy

Się porobiło. wrócę.

Ja nie wiem już. Chwila. Jeszcze 3 miesiące i  polecę. Wierzyć nie chcę.
Spać.

I tyle.

Zawsze mówię, że już teraz regularnie, że to, że nie ma to-tamto!
Że będzie pięknie!
Że będzie świeżo!
I łolaboga!
Nie będzie.

Za dużo na głowie, ale nie w negatywnym tego słowa znaczeniu. Lubię mieć zapchany grafik, chociaż wolę gdy jest ciut mniej zapchany.
Cóż, nie można mieć wszystkiego.

Piszę, bo mam ochotę. I wrócę, wrócę.
Póki co historia wzywa. Bu.

Tak, tak, tak.
Powróciłam.
Tymrazem na poważnie.

Jak widać, bez większych zmian, aleeee.
Małymi kroczkami…

Tyle się zmieniło, a zarazem nie zmieniło się prawie nic.
Można by powiedzieć, że Ziemia jak była płaska, tak nadal jest.

Pewne rzeczy nie potrafią się zmienić.
I pewne osoby tymbardziej.

Zaliczam się do takich :-)

I więcej później, bo już Morfeusz kusi mnie do łóżka.

Kto by pomyślał.
No kto?
Bo na pewno nie ja.

Tradycyjnie potwierdza się fakt, że świat, życie, bycie, los opiera się na równowadze. Jak coś idzie w górę, to za jakiś czas spadnie. Coś słodkiego, coś gorzkiego. Bilans musi się równoważyć.

I cacy!

Już wiem, teraz już wiem, że nie muszę robić czegoś, czego nie lubię, by uzyskać to co miało już mnóstwo moich koleżanek.
I cacy.

Już wiem, że nie muszę nikomu się podlizywać, by wygrać to, o co walczę. Bo jak chcę, to mogę.
I cacy.

Już wiem, utwierdziłam się w przekonaniu, że bardziej liczyć mogę na znajomych i to oni okażą mi wsparcie w trudniejszych chwilach, a nie rodzina.
I cacy.

Już wiem, że moje liceum jest świetne, bo daje dużo luzu, a zarazem okropne, bo robi z Ciebie idiotę.
Ale wiem też, że jak chcę to potrafię.
Że jak powiem, to ‚uderzę’.
Że jak zacznę, to jak domino, inni pójdą za mną.
I dlatego grono pedagogiczne tak się stara mi przeszkadzać. Bo dobrze im z nic nie robieniem, udając że coś robią, jak, na przykład to, że pomagają.
Ha!
I cacy!

Tylko mówię, że żyję i ah-nuldowe:

I’ll
be
back
!

Nowy singiel Kelis jest cudowny, ale tylko do słuchania- nic innego się przy nim nie da robić, chyba że ‚bałnsować’ w swoim ‚odpicowanym’ autku z hydro-czymśtam. Anyway…

Wróciłam właśnie z Piratów z Karaibów 2: Skrzynia Umarlaka.
Powiem tylko jedno: ciężko mi. Tak bardzo mi ciężko.
Nie wiem czy to dlatego, że Johnny Depp waży tyle, ile waży.
A może i dlatego, że Czarna Perła waży tyle, ile waży?
Albo to wszystko z powodu tej ciężkiej atmosfery skupienia na samym początku, kiedy to człowiek próbuje połapać się, który wątek to który, który teraz się rozwija, a o którym należy uznać, że to był ot, tak, taki żarcik, ukłon w stronę widzą i puszczanie oczka.

Podsumowując: CIĘŻKO!

A trzecia część zaplanowana jest na już 2007. Ciekawe, czy znów lato? I ciekawe, czy skoro na tej części było słychać tylko co chwilę ‚gasp’, to czy tym razem to będzie tylko wydech, wydech, wydech.

Oby nie.

I niech Johnny Depp i Keira Knightley się już nie całują na litość Boską! Fe. Ugh. I nie chodzi o Deppa ale o sposób Keiry.

Napiszę tak:
Tymrazem nie napiszę, iż już niedługo zmienię layout i Bóg-wie-co-jeszcze na tym blogu, gdyż tego po prostu nie wiem. Póki co, rozkoszuję się tym, że mogę robić co chcę i nie robić absolutnie nic, więc nie mam zbytnio ochoty by użerać się z monitorem w ten sposób, a gdy już najdzie mnie ochota- mam za dużo pomysłów i mam dość. Dziwny jest ten świat i dziwna jestem ja, ale to żadna nowość.

Odkrywam na nowo Warszawę i na nowo się w niej zakochuję. I nikt mi nie wmówi, że Kraków jest piękniejszy. Ani Gdańsk. Ani Sopot. Ani Olsztyn, ani Kobyle Caco. Żadne miasto.

A ze spraw bardziej osobistych: warto czasem się przejechać na skórce od banana, ale się nie wywalić.
Wszelkie podteksty i skojarzenia są jak najbardziej wskazane, przecież nie piszę dosłownie.

I jestem wciąż zadowolona. Z życia, z siebie, z tego co robię. Może i brzmi to jak napchane pychą, ale naprawdę – nie o to mi chodzi. Chociaż możliwe, że staję się próżna, ale to już ocenią Ci, którzy to zauważą bądź nie.

I życzę miłej nocy – ja zamierzam wreszcie się wyspać z przeświadczeniem, że następny dzień będzie cudowny. Dawno tak nie zasypiałam.

Koniec pierszego licealnego roku szkolnego stał się faktem w piątek.
Ale jakoś w ogóle nie dało się tego czuć.
Może dlatego, że z ludźmi w tej szkole widuję sie średnio 2-3 razy dziennie na mieście?
Może dlatego, że w tej szkole rzadko kiedy bywałama?
A może po prostu dlatego, że skupiam sie na innych rzeczach?

W każdym z tych argumentów jest ziarnko prawdy zapewne, a ja nie zamierzam go zadeptywać.

Co miałam rozwalić, to rozwaliłam.
Kogo miałam poznać, to poznałam.

I nie ma takiej rzeczy, której bym żałowała. A to jest najważniejsze.


  • RSS