Kto by pomyślał.
No kto?
Bo na pewno nie ja.

Tradycyjnie potwierdza się fakt, że świat, życie, bycie, los opiera się na równowadze. Jak coś idzie w górę, to za jakiś czas spadnie. Coś słodkiego, coś gorzkiego. Bilans musi się równoważyć.

I cacy!

Już wiem, teraz już wiem, że nie muszę robić czegoś, czego nie lubię, by uzyskać to co miało już mnóstwo moich koleżanek.
I cacy.

Już wiem, że nie muszę nikomu się podlizywać, by wygrać to, o co walczę. Bo jak chcę, to mogę.
I cacy.

Już wiem, utwierdziłam się w przekonaniu, że bardziej liczyć mogę na znajomych i to oni okażą mi wsparcie w trudniejszych chwilach, a nie rodzina.
I cacy.

Już wiem, że moje liceum jest świetne, bo daje dużo luzu, a zarazem okropne, bo robi z Ciebie idiotę.
Ale wiem też, że jak chcę to potrafię.
Że jak powiem, to ‚uderzę’.
Że jak zacznę, to jak domino, inni pójdą za mną.
I dlatego grono pedagogiczne tak się stara mi przeszkadzać. Bo dobrze im z nic nie robieniem, udając że coś robią, jak, na przykład to, że pomagają.
Ha!
I cacy!