Dzisiejsza notka z zupełnie innej beczki.

Czy macie czasem wrażenie, że po pewnym czasie męczenia się nad czymś, nie macie mózgu, albo został on zamieniony w coś zupełnie nieobecnego i nieprzydatnego?
Otóż mi się to zdarza.

Może bez przesady, bo jakimś głąbem to nie jestem (och, to moje ego! Doprawdy.), ale naprawdę czasem po wysiłku człowiek siedzi na kanapie jak zombie wpatrzony w TV, w której po raz kolejny pokazują jaki to PiS jest śmieszno-żałosny.(Ojej, chyba zamkną mi bloga…)

Ale do rzeczy.
Internetowe znajomości to…to coś jak temat tabu. W internecie możesz być taki jaki jesteś naprawdę, albo możesz być kimś, kim nie jesteś, a na przykład chciałbyś być. Oto z nudnego studenta politechniki możesz stać się statystą w teledyskach. Od turystyki do ochroniarstwa.
Cała gama do wyboru.

I spośród tylu, tylu możliwości, jednak wybiera się samego siebie. I dobrze. Lecz…

…znajomości internetowe to zawsze będą tylko znajomości. Przynajmniej te bardziej codzienne, bo przecież nie co dwa dni odwiedza mnie Koreańczyk-Strażak, ale za to możliwe jest bym spotykała się co jakiś czas z kimś z miasta Warszawa.
No i spotkałam się.
No i nic. I na nic nie liczyłam, gwoli ścisłości.

Za to nie wiem co myśleć. Z jednej strony ta osoba okazała się być moją bratnią duszą- podobne poglądy, zainteresowania, priorytety, et cetera.
Z drugiej zaś strony- to okazuje się nudne.
Jednak dobrze, że jesteśmy tak różnorodni.
I mówcie co chcecie, ale ja się zgadzam z tym przysłowiem:
Przeciwieństwa się uzupełniają.

…Albo przynajmniej dbają o pikanterię związku czy spotkania

PS: Ciekawe, czy w przyszłym roku odwiedzi mnie na przykład Chińczyk?