…ale czy na końcu nastąpi początek?
A jeśli tak to czego?
Wiecznej otchłani nie-czucia i braku mocy?
Czy może wręcz przeciwnie, na końcu czeka na nas początek wspaniałego poza-życia bez trosk, trosk i trosk?

Tego nie dowiem się ja, gdyż mam się całkiem dobrze i nic się nie zapowiada na to, bym w najbliższym czasie miała położyć się w ziemi.

Ale dziś pożegnałam kolegę.
Nie znałam go być może wystarczająco dobrze, jednak na tyle, by chcieć poznać go bardziej.
Będąc na pogrzebie tymbardziej zdawałam sobie sprawę, że zaprzepaściłam szansę by kontynuuować tę jakże interesującą znajomość.

Jeśli szukaliście przykładu Hamleta to to właśnie taki był mój kolega.
Nieobecny.
Niepasujący.
Nierzeczywisty.
Niesamowity artysta.
Niezmiernie inteligentny.
Niespodziewanie przyjemny.
Ale dosyć słów, które na nic się sie już nie przydadzą.

Wiele po sobie pozostawił. Aczkolwiek jeszcze wiele mógł nam dać.

Zrządzenia losu potrafią być o tyle okrutne, iż nie pytają nas o to, kiedy mają nastąpić. Przez co zawsze są albo niespodzianką (+), albo zaskoczeniem)-).
W poniedziałek o nim rozmawiałam.
We wtorek odebrał sobie życie.

A dziś jest 1 luty. Pierwszy dzień nowego miesiąca. Początek jest końcem, więc czy 28 lutego nastąpi początek…?

Nie moja to rola, rozpatrywać czy słusznie czy nie. Nie o to teraz chodzi, bo to i tak nic nie wniesie.
Ale jedno powiedzieć mogę na pewno: tak osobistej notki to ja tu jeszcze nie widziałam.

Z ostatniej chwili: Obejrzyjcie „Marzyciela” z Johnny’m Depp’em i muzyką A.P. Kaczmarka, jeśli jeszcze śmieliście tego nie zrobić