ayaneko blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2006

Dzisiejsza notka z zupełnie innej beczki.

Czy macie czasem wrażenie, że po pewnym czasie męczenia się nad czymś, nie macie mózgu, albo został on zamieniony w coś zupełnie nieobecnego i nieprzydatnego?
Otóż mi się to zdarza.

Może bez przesady, bo jakimś głąbem to nie jestem (och, to moje ego! Doprawdy.), ale naprawdę czasem po wysiłku człowiek siedzi na kanapie jak zombie wpatrzony w TV, w której po raz kolejny pokazują jaki to PiS jest śmieszno-żałosny.(Ojej, chyba zamkną mi bloga…)

Ale do rzeczy.
Internetowe znajomości to…to coś jak temat tabu. W internecie możesz być taki jaki jesteś naprawdę, albo możesz być kimś, kim nie jesteś, a na przykład chciałbyś być. Oto z nudnego studenta politechniki możesz stać się statystą w teledyskach. Od turystyki do ochroniarstwa.
Cała gama do wyboru.

I spośród tylu, tylu możliwości, jednak wybiera się samego siebie. I dobrze. Lecz…

…znajomości internetowe to zawsze będą tylko znajomości. Przynajmniej te bardziej codzienne, bo przecież nie co dwa dni odwiedza mnie Koreańczyk-Strażak, ale za to możliwe jest bym spotykała się co jakiś czas z kimś z miasta Warszawa.
No i spotkałam się.
No i nic. I na nic nie liczyłam, gwoli ścisłości.

Za to nie wiem co myśleć. Z jednej strony ta osoba okazała się być moją bratnią duszą- podobne poglądy, zainteresowania, priorytety, et cetera.
Z drugiej zaś strony- to okazuje się nudne.
Jednak dobrze, że jesteśmy tak różnorodni.
I mówcie co chcecie, ale ja się zgadzam z tym przysłowiem:
Przeciwieństwa się uzupełniają.

…Albo przynajmniej dbają o pikanterię związku czy spotkania

PS: Ciekawe, czy w przyszłym roku odwiedzi mnie na przykład Chińczyk?

…ale czy na końcu nastąpi początek?
A jeśli tak to czego?
Wiecznej otchłani nie-czucia i braku mocy?
Czy może wręcz przeciwnie, na końcu czeka na nas początek wspaniałego poza-życia bez trosk, trosk i trosk?

Tego nie dowiem się ja, gdyż mam się całkiem dobrze i nic się nie zapowiada na to, bym w najbliższym czasie miała położyć się w ziemi.

Ale dziś pożegnałam kolegę.
Nie znałam go być może wystarczająco dobrze, jednak na tyle, by chcieć poznać go bardziej.
Będąc na pogrzebie tymbardziej zdawałam sobie sprawę, że zaprzepaściłam szansę by kontynuuować tę jakże interesującą znajomość.

Jeśli szukaliście przykładu Hamleta to to właśnie taki był mój kolega.
Nieobecny.
Niepasujący.
Nierzeczywisty.
Niesamowity artysta.
Niezmiernie inteligentny.
Niespodziewanie przyjemny.
Ale dosyć słów, które na nic się sie już nie przydadzą.

Wiele po sobie pozostawił. Aczkolwiek jeszcze wiele mógł nam dać.

Zrządzenia losu potrafią być o tyle okrutne, iż nie pytają nas o to, kiedy mają nastąpić. Przez co zawsze są albo niespodzianką (+), albo zaskoczeniem)-).
W poniedziałek o nim rozmawiałam.
We wtorek odebrał sobie życie.

A dziś jest 1 luty. Pierwszy dzień nowego miesiąca. Początek jest końcem, więc czy 28 lutego nastąpi początek…?

Nie moja to rola, rozpatrywać czy słusznie czy nie. Nie o to teraz chodzi, bo to i tak nic nie wniesie.
Ale jedno powiedzieć mogę na pewno: tak osobistej notki to ja tu jeszcze nie widziałam.

Z ostatniej chwili: Obejrzyjcie „Marzyciela” z Johnny’m Depp’em i muzyką A.P. Kaczmarka, jeśli jeszcze śmieliście tego nie zrobić


  • RSS