Powrót bywa bolesny.
Powrót jest jednak nieuchronny.

Po powrocie z Kraju Kwitnącego McDonalda nie odczułam (dzięki Bogu!) zbytniej różnicy w tolerancji, poza paroma dziwnymi wzrokami. Cóż, polityka kulturalna.

Po powrocie z obozu integracyjnego wiem, jestem 100% pewna, że wybrałam idealne dla siebie liceum – i niech Wielki Sosen Dyr mówi co chce – ja tę szkołę lubię. I to bardzo.
Wychowawczyni słucha Iron Maiden’a, tolerancja wszędzie wokół, ludzie oryginalni…Mniam!
Szkoła mała, ale naprawdę przytulna.

Po powrocie do rzeczywistości stwierdzam, że jest szara. Ale barwy innych tu się liczą.

Warkoczyk pany!