Hm.
Od czego by tu…
Tak dawno nie bylo internetu, ze juz sie zgubilam w tym co chce powiedziec, napisac czy co. Porazka.

W kazdym razie mieszkam juz nie w wypasionej willi, ale w wypasionym domku jednorodzinnym wraz z rudym dziwolagiem, zakochana we wlochach jego mama oraz sarkastycznym milosnikiem Las Vegas.
Genialna mieszanka, jest cudownie.

Zostalo mi tu jeszcze 10 dni. W Californii tylko 8, ale…
Troche dobija…nie, to nie to slowo.
Troche przygnebia (?) mnie fakt, ze jak wroce to mam od ch*** do zrobienia. Zegnajcie wakacje, taa?

Jedna zadziwiajaca tu rzecza jest to, ze cokolwiek pomysle, albo mi sie przysni, to w Polsce dzieje sie na odwrot. Za to tu- wszystko dzieje sie tak, jak sie przysnilo czy pomyslalo.
Sama doswiadczylam trzech takich przypadkow:
a) sen: gubia sie klucze; zgubily sie klucze
b) sen: zatyka sie kibel; zatkal sie kibel!
c) sen: przychodzi Dave i mowi, ze teraz mieszkam u nich; ta-ram! Mieszkam u nich!

Life is a mystery, jak to mowila Madonna