Cudownie.

San Francisco jest do dupy, ale juz pod nim kawalek, tam gdzie mieszkam, jest milo, cieplo i wspaniale.

Rano basenik, potem obiad na miescie, kolacja w gronie rodzinnym.

Dzieki wszystkim za maile i smsy, w ktorych pytacie czy mnie talibowie nie porwali!

SF jest pelno japonczykow. Zaluje, ze nie zrobilam zdjecia, bo robili wywiad chyba z jakims aktorem, ale coz…next time.

Wlasciwie to tyle, bo ide na shopping wlasnie.

Do nastepnego.

(Sorry za moj polski – chyba zmieniam narodowosc…Uuu….)