ayaneko blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2005

Za to polskiego jezyka mam tu az za duzo. (Polska jezyk, chinska jezyk, jak to stwierdzil pewien Tomas ze stacji benzynowej)

Zyje sie tu szalenie, szybko i slonecznie.
Triple S, ziaaaaa!

Mowiac powaznie (a mowi sie niepowaznie? Moj polski sucks.) zabawa jest tu przednia, tylko pieniadze sie niezbyt dobrze bawia, zaczyna ich mi brakowac (w sensie, na jedzenie ok, ale ciuchy? Forget ’bout it!), ale mila niespodzianka bylo dostanie stowki od kuzynki cioci mojej mamy (u tak dalekiej rodziny jestem, ze moglabym wziasc z kims tutejszym slub. Niezle.)

Jestem po zwiedzeniu LA i niestety, ale prawie zobaczeniu Johnny’ego Knoxville’a – gdybysmy wyjechali dzien pozniej…

Dzis pochodzilismy po SF raz jeszcze, odkrylismy przepyszna czekolade (Boze, nie dosc ze hormony w jedzeniu to ja sie tu jeszcze obzeram czekolada, szalenstwo), a dzieki mojemu siostrzencowi ogladam mnostwo miejscowek skateboardowych. Whatever, mate!

Propo ciuchow: najlepsze maja t-shirty. Ceny mniej wiecej w miare, ale jak kupujesz duzo to sie zaczyna problem.

Chyba ze masz karte stalego klienta

Nie ma nic gorszego niz podstarzala ciotka mamy narzekajaca i majaca wszystko i wszystkich za negatywne rzeczy.

Nagle zaczelo sie podlizywanie. (Come on, ile ona ma lat?!)

Teraz sa fochy, ze droga byla kreta.

A wracajcie sobie samolotem, kurde!!!

PS: Pozbedziemy sie ich w sobote.

Mamy za soba przeprawe przez San Francisco limuzyna Vina Diesela (z filmu XXX).

Przeprawe stateczkiem po wodach San Francisco wokol Alcatraz z kapitanem gejem (chyba).

Zakupy w najbardziej szalonym sklepie w San Jose tez mamy za soba.

Plywanie w basenie, przepyszna lazania u pani Ani, barbecue w niemalze naszej rezydencji, sushi w BeniHana….

A teraz wyprawa do LA.

Zainteresowanych (w tym niedowiarkow!) zdjeciami prosze o maila.

Cudownie.

San Francisco jest do dupy, ale juz pod nim kawalek, tam gdzie mieszkam, jest milo, cieplo i wspaniale.

Rano basenik, potem obiad na miescie, kolacja w gronie rodzinnym.

Dzieki wszystkim za maile i smsy, w ktorych pytacie czy mnie talibowie nie porwali!

SF jest pelno japonczykow. Zaluje, ze nie zrobilam zdjecia, bo robili wywiad chyba z jakims aktorem, ale coz…next time.

Wlasciwie to tyle, bo ide na shopping wlasnie.

Do nastepnego.

(Sorry za moj polski – chyba zmieniam narodowosc…Uuu….)

Moi drodzy.
200 notka miała być z pompą.
Miała być z nowym layoutem.
Miała być z cudownym przemówieniem.
Miała być inteligentna.
Ale nie jest.

Z powodu ograniczeń czasowych jak i złośliwych (czyt. internet mówi papa, twardy dysk pluje jadem, szybkość zadziwia i kochana rodzina) przełożona jest owa pompa na czas, gdy wrócę z USA. Czyli 19 sierpnia.
Miesiąc z kawałkiem.

Więc, tych, których nie zdążyłam pożegnać osobiście, to raz, że przepraszam, a dwa, że żegnam i życzę miłych wakacji, gdy sama jadę się tuczyć i opalać na plaży w San Francisco (taa…O! Wielki Kanion! A A-neko gapi się na co innego…Każdy wie co.)
Życzcie mi powodzenia w unikaniu zbędnych kilogramów.
Kocham was wszystkich, jakimikolwiek jesteście frajerami albo złośliwymi jędzami/mężczyznami.
Jeśli dam radę to coś tu napiszę w trakcie.
Jeśli dam radę to zainteresowanym wyślę kartkę, albo maile (mój znacie, a jak nie, to prosze: ayaneko@buziaczek.pl )

No i to by było na tyle.

Bez pompy.


  • RSS