Mood: Rrrra!
AD: „Kontrowersje są tylko porównaniem ludzkich umysłów.” Przysłowie chińskie
♪: Raining Again- Moby

A więc tak, moja sobota była całkiem leniwa dopóki nie pojawił się demon i zawładnął ciałem Megumi. Była z tego niezła heca, ale dzięki akcji ratunkowej pluszowego misia wszystko wróciło do normy, chociaż okazało się, że boginki wcale nie są zawsze takie święte. Potem zaczęłam przyglądać się egzekucji, do której ma nie dojść, bo och! jej! oto bohater walczy z odwiecznym rywalem i wygrywa. Ale co teraz? Och nie, no na pewno mu się nie uda, przecież jeszcze tylu ma do bitki! Przełączyłam na amerykański futbol, w którym zakręcił się romans, ale taki dosyć skryty na razie. W każdym razie, nadszedł czas na oddanie się w ręce świata fantazji MAR, ale że było tam strasznie nudno, przewinęło się i znalazło obok niezwykle opalonej i ciekawej dziewczyny, tylko szkoda, że tak okropnie naiwnej. No bo komu byś zaufał/a? Swojemu chłopakowi, czy jego starszemu bratu, który przecież jest taaaaaaki milusi i w ogóle? Odpowiedzcie sobie sami, nadszedł czas na pieczenie chlebka. Tyle że w związku z turniejem, wszystkie piekarnie Pantasii pozamykane, więc warto było sobie popatrzeć na finały…Skończyło się jednym wybuchem (dosłownym) i kolejnym afro (chryste panie) i śmiechem do 2 w nocy. A potem do łóżeczka, gdzie miałam sen, o którym lepiej nie mówić (żaden pervert, żeby nie było, po prostu szalony).

Lubię takie soboty.