Mood: Well…
AD: „Bitch! You’re my best nigga, nigga!” Tokyo Breakfast
♪: Simple Kind of Life- No Doubt

Nie!
Nie wierzę!
Nie napisałam NIC o maratonie kina wschodniego?!
Przecież to była jedna z najlepszych nocy jakie spędziłam w tym roku!
Do rzeczy…wraz z Neko Neko *już powszechnie znaną* wybrałyśmy się na ów maraton…w któryś piątek. 1 kwietnia to chyba był. Obejrzałyśmy 3 filmy:
- „Zawieście Czerwone Latarnie”
- „Dom Latających Sztyletów”
- „Hero”
właśnie w takiej kolejności.

Pierwszy film świetny. Takie kino lubię.
Drugi film śmieszny. Takie kino lubię.
Trzeci film widziałam już nie pierwszy raz.

Dlaczego pierwszy był świetny?
Bo ambitny. I, o dziwo, MIAŁ FABUŁĘ!
Ale cóż, pewien pan wolał przespać film pierwszy i obudzić się na „buch buch świst ciach ciach unik”…

Dlaczego drugi był śmieszny?
Bo z Neko Neko nie da się brać na poważnie dialogów a’la Harlequin. Ani Zombie.

Dlaczego trzeci film już widziałam?
Bo to dobry film był. Kolory, ach te kolory…Utada Hikaru mi się przypomina.

Gadam bez sensu?
…Jak zawsze.

A jeśli chodzi o sprawy bieżące…
Mózg był wciąż ożywiony we wtorek. Okazało się, że jesteśmy jedyną klasą, która ma ‚atmosferę normalności’ po śmierci papieża. Well…To raczej dobrze. IMO.
A potem zajęcia z pedagog. Łolaboga. Co się działo… Ruszyły się trochę sprawy klasowe ‚wreszcie’, ale i tak, Ci najważniejsi poszli do domu, bo się spieszyli. Nie no, ja rozumiem. Nic nie oskarżam. I Gumiś zgrywał twardziela, albo i nie :-)
A potem japoński. Okazało się, że jednak myślę…!
A środa…środa i czwartek i piątek to nudy. Sama nauka, spanie, nauka, komputer…
Może i ciekawe rzeczy się działy, ale nie ze mną…Ja się zatopiłam w internecie i obejrzałam tajwańską telenowelę na podstawie „Marsa” Fuyumi Soryo. Kolejny dowód na to, że manga powinna zostać na papierku. A dziś udało mi się obejrzeć „Go to School, Sang Doo” Z Bi (bożyszczem w Korei) w roli głównej. Eee…Tego…No…Czas zrobić porządek na dysku.
I hurra dla „Yakitate!! Japan”…! Duże hurra!

Zakręcona dziś trochę.