Mood: Sleep-o.
♪: Niesamowite, ale nic.
AD: Brak- nie mój komputer, nie moje zapiski, nie moje cytaty…

Well… Yeah.
Patrzcie, jestem, ale tak naprawdę nie ma o czym mówić.
Piszę te nędzne peany z komputera mojego brata.
Czemu, spytasz.
Ano temu, że mój kochany system Windows 98 SE postanowił, że nie ma, taki bałagan utrzymuję na nim przez tyle lat to on strzeli focha i muszę go teraz na kolanach przepraszać. (czyt. wszystko czeka na reinstalkę systemu, a to oznacza przejrzenie danych, a to oznacza „skoro już się bawię w coś takiego, to czemu nie zrobić formatowania dysku”, a to oznacza zgranie na płyty wszystkiego, co jest tego warte, a to oznacza DOKŁADNE przejrzenie dysku)
Jak się uwinę przez tydzień to się ucieszę, bo równie dobrze (znowu~) chcę zrobić porządek w ciuchach i nie-ciuchach (czyt. w pokoju)
Nie zapominając o systematycznej nauce języka japońskiego, a jakże…
A tak w ogóle, to już moje 16-ste takie same walentynki, z tą różnicą, że sobie kupiłam coś fajnego.
A tak w ogóle, to mam B z FCE. (to nie A, ale nie bądźmy zachłanni)
A tak w ogóle, to mam 80% z ‚weirdo-tesuto’ z japońskiego.
A tak w ogóle, to szkoda, że ona kiedyś wróci…
A tak w ogóle, to przetrzymują mój prezent na urzędzie celnym. *sigh*
I nie, nie kupiłam sobie sadzonki marihuany, jeśli o to chodzi.

Śmiesznie, bo zeszłe dwa tygodnie były bardzo, ale to bardzo obfite w wydarzenia. Na tyle, że gdybym pisała w tym czasie notki każda byłaby ‚uderzająca’. A tak, nie pisząc notek z powodu braku internetu, jak i lenistwa i czasu, wszystko skracam.
Antologię, której tak pomysł zachwalałam w ostatniej notce, oceniono na 3 i 4+ (niemalże z litości…).
Byłam w kinie na Aviatorze. Polecam (i dochodzę do wniosku, że skończę jako chora psychicznie)
Semestr skończyłam dosłownym ‚uciekaniem’ z lekcji i średnią 4.5 (jak zawsze na pierwszy semestr) w strasznym pośpiechu, zniecierpliwieniu i… znudzeniu.
Jutro, a właściwie dziś, wybieram się z siostrą na wernisaż w ASP. A pojutrze idę pod skalpel (ale o tym więcej, mam nadzieję, jutro).
Aha no i…parę rzeczy… mi przeszło… trochę szkoda…ale… w sumie to lepiej.

Ok, długo, długo, długo i o niczym- tego nie lubię.
O, John Legend!

Holla Holla Holla

Maybe, it’s me, maybe I bore you
But no no, it’s my fault,’cause I can’t afford you
Maybe baby, Puffy,Jay-z
would all be better for you
‚Cause all I can do is love you

Baby when I used to love you
There’s nothing that I wouldn’t do
I went through the fire for you, do anything you asked me to
But I tired of livin this lie
It’s getting harder to justify
Realized that I just don’t love you
Not like I used to

Holla Holla Holla

Maybe, I should rob somebody
So we could, live like Whitney and Bobby
It’s probably my fault, my bad, my loss
But you are, above cost
‚Cause all I could do was love you

Holla holla holla

Do you remember when I used to love you
Baby no not any more, love you
Oh, I love you
And you’re gonna miss me now

Baby when I used to love you
There’s nothing that I wouldn’t do,
I went through the fire for you, and i’m not gonna play the fool
No I can’t live this life, and I can’t justify, and I can’t make you my wife
’cause I don’t love you
Not like I used to do

Holla holla holla

Oh I used to love u

Oh but I don’t love u

Oh but you’re gonna miss me now

Oh but I don’t love you