Mood: Sad, but still…
♪: Sometimes You Can’t Make It On Your Own- U2
AD:„Na drzewie dobrych intencji jest wiele kwiatów, lecz mało owoców.” Przysłowie chińskie

Mówcie, co chcecie, ale ten pomysł z antologią wcale nie był złym. Wciąż i wciąż dzięki temu projektowi udało mi się coś zyskać- nie mam tu na myśli ocen, czy po prostu satysfakcji, że zrobiłam coś na czas i całkiem ładnie wyszło i nie narzekam na treść. Nie zrobiłam jeszcze niczego wbrew sobie, tzn. żaden z projektów, w jakim miałam wolną rękę, nie wzięłam tematu, z którym się męczyłam, wręcz przeciwnie- praca z „nimi” była szalenie przyjemna.
W pierwszej klasie, antologia o wierszach (kocich), uświadomiła mi, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki i niemalże o wszystkim napisano książki.
W drugiej klasie, antologia o podgatunkach muzyki rockowej- to też było coś.
W trzeciej klasie, antologia o filmach- z Jimem Carrey’em- ambitniejszych. Myślicie „Jim Carrey” i macie w głowie tylko jego głupi uśmiech?
Właśnie z takim przekonaniem pisałam tę pracę- sama często czuję się zaszufladkowana, ale jakie to musi być straszne, gdy przez głupie przekonania innych (no może nie głupie, a po prostu mylne) nie można zarobić na chleb mimo ogromnego talentu.
Gdyby nie projekt taki, jak ta ‚straszna głupia beznadziejna’ antologia, nie dowiedziałabym się tyle o tym aktorze. Pomijając fakt, że go lubię za jego ‚głupie’ role, to jednak pisząc antologię, a dokładniej biografię ‚głównego bohatera’ ujrzałam parę filmów, które do Polski nie dotarły (z niewiadomych mi przyczyn).

Na przykład „The Majestic”.

Czasem naprawdę mam wrażenie, że mój los uwielbia płatać mi figle- jest świetnie? To zaraz coś popsuje. Jest nie tak dobrze jak mogłoby być? Włącz telewizor, puści coś pokrzepiającego.
Dziwne uczucie, nawet pisząc o tym, trudno przewidzieć, jak to nazwać. No bo jak? Przeczucie? Przeznaczenie? Ulga? Pocieszenie? Dar od Boga?
W każdym razie, nie liczy się sama nazwa a wpływ danej sytuacji czy zdarzenia.
Ok, po tym dłuuuugim wstępie czas na trochę konkretów.

„The Majestic” wyświetlany był w USA niedługo po zamachu 11 września. Czytając to, co wyrazili krytycy w internecie, nie rozumiem robienia z tego filmu jakiegoś kompletnego patosu. Owszem, patriotyzm tam jest, ale mówi też o tolerancji mniejszości. A spytajcie teraz jakiegoś Amerykanina, czy odnosi się przyjaźnie do Osamy Bin Ladena? No i właśnie.

Film jest może i przegadany, odniosłam też wrażenie lekkiego wyolbrzymiania sprawy, jednak sądzę, że to idealny obraz Amerykanów. Ktoś poległ na wojnie, to już wielka idealizacja, robienie na bohatera itp. Ok, wszystko gra, ale jak taki ‚bohater’ powróci do życia? Następuje wtedy kompletna radość, niemal ubóstwianie.
A jak się okaże, że ten, kto powrócił, wcale nie jest tym, za kogo się go uważa? Co tu ten człowiek zawinił, że wszyscy inni przyczepili mu taką, a nie inną plakietkę? Następuje typowe dalsze rozstrzygnięcie- odrzucenie, ignorancja, potrząsanie głową z niedowierzaniem i odrazą. I bach!- biedny człowiek, który nic nie zrobił, cierpi.

Jest to film nie tyle o patriotyźmie, co o odwadze. Szczerości. Wartościach życia. „Jak każdy ‚poważny’ „, chciałoby się powiedzieć. Nie wiem, może to tylko na mnie tak działa gra Jima Carrey’a.
Ale po raz kolejny przekonałam się, że inni zapominają o odwiecznych, wydawałoby się, logicznych prawach życia. Ale wiem też, że są filmy, które to przypomną.
„Jeśli jesteś niesłusznie oskarżony- walcz! Ryzykuj swoją wolność, ale strać ją przynajmniej z czystym sumieniem! Zawsze bądź szczery wobec siebie- będziesz też wobec innych! Nie rób niczego wbrew sobie, bo tak łatwiej, bo tak nie będzie problemów, kłopotów i komplikacji! Nie bój się wyrazić swojego zdania!”- tak krzyczy ten film.

Czy nie warto spróbować krzyczeć na siebie podobnie…?
Mobilizacja perfekcyjna, bo własna.

Pierwszy miesiąc nowego roku to już przeszłość.
Ja go nie zmarnowałam, a Ty?