Mood: Tired, Tired, Tired!
♪: Angels- Robbie Williams
AD: „Poddaj się prawu, które sam ustanowiłeś.” Pittakos z Mityleny

Ok, ten tydzień był cholernie leniwy. Przynajmniej dla mnie. No, ale broń Boże nie narzekam! Klasówka z biologii poszła mi raczej dobrze (znając życie będzie mi brakowało jednego punktu do 5, ale to przecież nie tragedia), co do chemii raczej wątpliwości nie mam, antologię oddałam i niemalże jestem z niej ‚dumna’, na mój telefon pan K.I. zareagował dosyć zdawkowo (może to przez szok? Co ja się będę rozkminiać), zakupy były szalenie udane (choć wciąż szukam jeszcze jednej pary spodni- tak, tak wiem, ach ta chciwość), stratę japońskiego ogromnie żałuję, do kina na Lemony Snicket’a nie poszłam (szlag!), a co do nieprzewidzianych zdarzeń- yeah, karta sieciowa mi „padła”-> czyt.: Windowsy mi się przegrzały i muszę je w końcu zreinstalować…
A co do aktualności, w tym tygodniu czeka mnie:
- klasówka z historii i matematyki
- wizyta u kolejnego lekarza
- ważny/nieważny krok

Ale sobota…Sobota…Sobota była świetna. Jak będę miała miejsce na serwerze, czas i chęci to umieszczę jakieś linki do zdjęć zainteresowanych tym, co się działo na studniówce…
Wyglądałam jak wyglądałam (czyt.: jak chciałam), partner od poloneza na początku się załamał, ale szybko wziął się w garść (i się nie pomylił! Brawa dla niego, naprawdę, cieszę się, że mu się to udało, ale nie twierdzę, że jest strasznym ofermą i wychodzi mu tylko raz na tysiąc prób), aparatu niestety zapomniałam, więc będę tylko żerować na odbitkach wszystkich innych fotografów (strzeżcie się!), no ale ogółem impreza była przednia. Chyba jeszcze na żadnej nie spędziłam tak długiego czasu tańcząc, bo nie miałam ochoty przestawać, choć trudno na początku było mi złapać ‚to’ uczucie, które zazwyczaj czuję, gdy się dobrze bawię.
Podobały mi się uśmiechy, spojrzenia (nieliczne)i podobałam się sobie, nawet jeśli wyglądałam trochę jak wampirzyca (nie pytajcie ;) ). Powiedzmy, że spełniłam swój obywatelski obowiązek~

W niedzielę o 12.00 przybyliśmy ‚tłumnie’ sprzatąć dekoracje itp. i nie było źle, uwinęliśmy się tak, że „zdążyłam na Batmana”. Wyżej wymienionego obejrzałam w bardzo miłym towarzystwie, po czym nastąpił typowy punkt planu niedzielnego czyli lenienie się (dziś przy telewizorze głównie, „Piraci z Karaibów” z lektorem to kiepski pomysł, aczkolwiek film jak już wiadomo świetny) z domieszką nauki (tutaj: historii).

Godzina jest taka, a nie inna, mam jeszcze trochę do zrobienia, ale choćbym miała zarwać noc, to się wyrobię!

I ktoś tu jest naughty-naughty i to wcale nie jestem ja~

PS: Widzicie to co ja? POLSKIE LITERY!!!