ayaneko blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2004

Mood: Blank.
Music: Can We Still Be Friends?- Todd Rundgren
AD: „Życie nie jest ani tak złe, ani tak dobre, jak to sobie wyobrażamy.”
H. Guy de Maupassant

Z dzika checia spiewam te slowa mojemu umyslowi…:

Nie mozemy tego dluzej ciagnac
Ale czy mozemy pozostac przyjaciolmi?
Sprawy po prostu nie moga potoczyc sie tak jak przedtem
Ale czy mozemy pozostac przyjaciolmi?
Mamy cos do nauczenia sie
Teraz jest czas by kolo ruszylo
Ziarnka piasku, jedno po drugim
Zanim sie zorientujesz, wszystkie znikna

A on odspiewa mi…:


Przytaknijmy, ze popelnilismy blad
Ale czy mozemy pozostac przyjaciolmi?
Zlamanie serca nigdy nie jest latwe do pogodzenia sie z nim
Ale czy mozemy pozostac przyjaciolmi?

To dziwna, smutna afera
Czasem to wyglada jakby po prostu nas to nie obchodzilo
Nie marnuj czasu na czucie sie skrzywdzonym
Przeszlismy przez to pieklo razem

Czy mozemy wciaz byc razem czasem
Wiesz, ze zycie wciaz bedzie plynac i plynac i plynac

Zbudzimy sie z naszego snu
Sprawy nie zawsze sa takie jak nam sie wydaje
Wspomnienia pozostaja
To jest jak slodka, smutna, stara piosenka

Chyba naprawde jestem chora (ale to zabrzmialo) ale po raz pierwszy czuje sie spiaca, senna i zmeczona o takiej porze jaka jest za 15 osma wieczorem. Dziwactwo. Psychicznie czuje sie troche lepiej, udalo mi sie skleic tasma klejaca te odlamki lustra, ktore odpadly przy jego peknieciu. Odsylam do 131 notki, okazalo sie, ze jest juz 2 dzielnych!

Ale wciaz wypadaloby wstawic nowe szklo…

Mood: Still-haven’t-found-what-I-was-looking-for.
Music: Sunday- The Babystars
AD: „Tylko płytcy ludzie znają siebie.” Oscar Wilde

Dzis czulam sie fatalniej niz zwykle o poranku. Co prawda wyspana, ale z dosyc nieciekawym uczuciem goraczki i po raz kolejny z zatkanym nosem. Potem doszedl do tego jeszcze uroczy kaszel i zmeczenie.
Jak na razie okazalo sie, ze jest tylko jedna odwazna osoba z moich znajomych, ktora zdolala przebrnac przez zamet notki numer 131. Brawo…ale dzieki temu znow mam nowe spojrzenie na co poniektorych i pare znajomosci zmniejsze, a pare w ogole wyrzuce. No niestety, nie zawsze to ja bede sluchac, czasem sie by przydalo, bys to Ty wystawil/a ucho.
Zaciekawionych lub z poczuciem winy odsylam do notki numer 131, by zrozumiec, co to tak ‚odstrasza’.

Dzisiejszy dzien moge opisac tak:
.
(i nie mylic z Idea, ze niby ‚i kropka’)

Nic sie nie dzialo, tylko z godziny na godzine czulam sie coraz bardziej chora, w zwiazku z czym ominie kolejny uroczy poniedzialek w szkole na korzysc kolejnego porabanego snu.

Pekniecie wciaz nie sklejone, ale szklarz powinien niedlugo przyjsc, bo zaczelam szukac jego/jej numeru w ksiazce telefonicznej. A kto szuka, ten znajdzie.

Dobranoc…

Mood: Don’t-know-how-to-name-it.
Music: What if God was one of us-Joan Osbourne
AD:„Każdy jest księżycem i ma ciemną stronę, której nie pokazuje nikomu.” Wergiliusz

Warning: Dluga notka, frajerzy go home.

„I saw it coming. For real. And now, it caught me and ain’t gonna release the grip.”

Ktora jest godzina?
Aha…
Co sie ze mna dzieje?
Nie chodzi mi bynajmniej o to, ze jest pozno, a ja ‚jeszcze’ nie spie.
Jestem w stanie, ktory cholernie trudno mi opisac.
Najblizej tego wydaje mi sie slowo „mizerable”, ale przeciez nie jestem jakas naprawde zmarnowana.
Moze zamiast probowac opisac swoje uczucia, zaczne od tego, co mnie wprawilo w taki nastroj…

Dzis byl normalny dzien, sobota, tyle ze mialam Speaking z FCE. Poszlo mi calkiem niezle, przynajmniej tak mi sie wydaje, zobaczymy co powiedza w wynikach. Bardzo sie rozczarowalam, ze to Polki mnie przepytywaly- poczulam jakos…tak…brak profesjonalizmu, jakbym gadala w proznie. Nie mowiac juz o tym, ze jedna z nich co chwila sie krzywila jak cos mowilam. Ale co tam. Potem poszlam z mama, poniewaz bylysmy w centrum, cos zjesc. Skonczylysmy w starym, globalistycznym, paskudnym i jakim tam jeszcze moze byc KFC, wyszlysmy. Poszlysmy do sklepu, kupilam sobie 2 bluzki (rozpusta!), zachwycalam sie meskimi spodniami (bo sa ladniejsze w Clockhousie i niech ktos mi zaprzeczy), kupilam prezent na klasowe Mikolajki, mama zakupila sobie rekawiczki po czym poszlysmy do chyba najdrozszej kawiarni, Daily Express, bodajze. Zaburzujowalam sie pijac smakowa czekolade az 2 razy (raz wanilia, raz mieta), obgadalysmy z mama wszystko co tylko bylo mozna (geez, co jest takiego waznego w tym, czy przechodzacy Azjata to Wietnamczyk czy Chinczyk czy Japonczyk? Jestes dziwna, mamo.) i pojechalysmy do domu. Strasznie bylam senna, bo sie napchalam do granic mozliwosci. Polozylam sie na lozku, obudzilam o 19:35 po dziwnym snie. Szalonym. Ale nie w sensie spontanicznym, a w sensie choroby umyslowej.
Bylam z mama (znow) w jakiejs kawiarence
(raczej eleganckiej) i zagadala do nas ‚szalona’ kelnerka, jakby nas znala. TO byly chyba swieta, albo tuz przed nimi, bo wszyscy gadali o prezentach, o tym jak jest cudownie, i och ojej. W pewnym momencie moja uwage przykula duza rodzina, ktorej dzieci w pewnym momencie wybiegly dokuczajac jakiemus chlopakowi, ktory wygladal na 10 lat i nazywano go…Bober (nie smiac sie tam, klasowicze). Wszystko swietnie, ale potem nagle weszlam na dach niczym w shoujo mandze i widze, ze te dzieciaki krzycza do ‚Bobera’ ze ma wyjsc za ogrodzenie i skoczyc z dachu!
„Jestem debilem!”
„Jestes idiota! SKACZ!”
„Skacz, glabie!”
Ten, przestraszony wyszedl, stanal na progu i mial skakac, skoczyl i nagle ja…zlapalam go w locie i zaczelam spadac z nim. On nie byl podobny do Bobera, bron Boze, wygladal jak mlody maly Tom Cruise. Jakims cudem wyladowalismy (ja zarylam w jakis samochod a on potoczyl sie jako dorosly facet gdzies dalej). Gdy sie obudzilam, przez chwile widzialam tak jakby Raj, potem szpital i wszystko sie nagle rozmazalo i wyostrzylo.
Welcome to the Real World.

Tradycyjnie, obejrzalam „Kryminalnych”, potem koncowke X-Men 2 (Boze, czemu Nightcrawler, zamiast habitu ma wysadzana cekinami kamizelke?) a potem wypchnelam mame do sypialni, by poszla spac (Ba!).
A potem obejrzalam Vanilla Sky.
Maly Tom Cruise we snie?
Waniliowa czekolada?
Halo, o co chodzi?
Mam takie glupie cos, ze potrafie odebrac wiele rzeczy jako tzw. ‚znaki’, ktorych zazwyczaj nie biore powaznie, dopoki sie nie sprawdza (taki sam mam stosunek do horoskopow).
Z trudem przezylam te ohydna Penelope Cruz (Sorry, ale ja po prostu nie umiem jej scierpiec) i jesli na poczatku filmu nie czulam nic, to pod koniec cos we mnie peklo. Czuje do siebie pewna niechec, bo to przeciez straszna Holywoodowa akcja robienia ‚ambitnych’ filmow.
One, two, three…
I ostatnie 15 minut filmu, wszystko sie wyjasnia, ale ja wciaz czuje sie jak pekniete lustro. Wszystko sie ze mnie wylewa, nabieram pewnej niecheci i musze wygladac zalosnie.
Zaraz, zaraz…Musze sobie przypomniec, bo tak dawno to robilam…
Jak…
Jak to sie plakalo?
Czy to tylko lzy maja leciec, by uznac, ze placze?
Czy moze wykrzywiona mina o tym swiadczy?
A moze to, ze lkam, jakbym sie czyms zadlawila?
W kazdym razie, zaczelam robic cos, o czym normalny czlowiek nie powiedzial by ‚placz’ tylko ‚zalamanie nerwowe’. Pytanie, dlaczego te ‚lzawe’ slowa Toma Cruise’a, „Wybieram prawdziwe zycie” wywolaly u mnie tak…rzadka(?) reakcje? Przeciez od ponad 2 lat zyje bez zalowania tego co zrobilam. Wiec co to bylo?
Przyznanie sie samej siebie, ze jestem z siebie dumna i az sie wzruszylam?
To jakis bullshit i Will Smith by kichnal.
Wiec wzruszyly mnie slowa Toma Cruise’a?
Moze, ale na pewno nie sam on i jego gra.
A moze…ja zaluje mojego zycia?
Dobra, teraz kazdy zaczyna myslec o mnie jako aktorce na scenie zycia, ktora po prostu naklada maske (haha, Tom Cruise taka mial) i idzie glosic naiwne i glupie prawdy optymistyczne? Ktora, nie majac nic, zgodnie z chinskim przyslowiem, ofiarowywuje swoj usmiech?
W takim razie, jestem zalosnym stworzeniem, ktore tylko w taki sposob umie na siebie zwrocic uwage, wcale sie nie wybija wlasna osoba, wrecz przeciwnie jest sztuczna, o co walczyla przez tyle lat, by to tak nie wygladalo?
Czy to aby na pewno tylko chwila slabosci?
A moze ona tak codziennie, jak tylko wroci ze szkoly i zamknie sie w swoim pokoju zaczyna stawac sie czarna wsrod pistacjowo-bialo-blekitnych scian i teczowego balaganu?
Znowu zgubilam siebie. Co to, mam zaczac myslec jak w filmie, ze ja oszukuje siebie i to jak zyje, to tylko moj wymysl, moj sen, moja jawa?(!)
No chyba jednak nie.
A moze jednak tak.
NIE!
Tak.
Nie…
Nie chce aby tak bylo, chce do kogos zadzwonic, ale do kogo? Tylu znajomych, a juz wiem, ze kazdy bedzie probowal nie tyle, co mnie zrozumiec, co sprawic bym sie smiala, albo po prostu rozbawic i splawic, bo przeciez jest pozno, trzeba spac. Jak nie zadzwonie to bede tego zalowac. Ale jak zadzwonie do kogos z klasy, to moze runac moj ‚image’ jesli taki posiadam, a raczej tak, bo kazdy ma jakies tam o mnie wyobrazenie.
Ale jak zadzwonie do kogos z japonskiego, to wyjde na idiotke, bo kto normalny dzwoni do nieznanych ludzi.
Ale jak zadzwonie do Pyzolca, to na pewno go obudze i ona tylko sprawi ze bede sie czuc ‚comfortable’.
Do Tenko? Jakos…Nie moglabym.
Do Muku? Jakos…Nie moglabym.
Do Tajemniczego Pana, Keitaro, Pana M., Pana KKKKKKKK, Pana Niezdecydowanego? Nie mam do niektorych numerow telefonow, a do niektorych, znow, za malo znam, by robic z siebie osobe o filozoficznych przemysleniach i zalamaniu depresyjnym.
Rany, ja tyle napisalam?
To pewnie dlatego, ze czuje, ze powinnam tylko pisac i pisac, by wyrazic to jak sie czuje.
Jak stara gabka? No raczej nie.
Jak szmata? NIe mam powodu by tak sie czuc.
Jak wariatka? O, juz predzej, bo kto to widzial, tak zmienic nastawienie na ten wieczor.
Chyba znowu zatracilam siebie. Wiem o tym, jaka bylam, jak zylam, jakimi sie haslami kierowalam, o czym myslalam, ale czemu mi tak zal tylek sciska? Czemu nie moge machnac na to reka i po prostu pojsc spac? Czemu nie chce do kogos zadzwonic po to, by uslyszec pocieszenie, ktorego potrzebuje, ale nie chce, bo sama sobie poradze? Chyba chce tkwic w tym ‚stanie’, bo on mnie intryguje, musze dowiedziec sie o nim jak najwiecej i przeanalizowac, stworzyc odpowiedz jak go pokonywac, by w przyszlosci nie spedzac tyle czasu na pisanie kolejnej, cholernie dlugiej notki, ktora jest belkotem dla niektorych i trudno ja zrozumiec, zapewne, dla wszystkich.
Zaraz mi pewnie wyskoczy jakis komunikat, ze jakis limit zostal przekroczony. Co za bezsens, wciaz cos mnie ogranicza. Jak nie cos lub ktos, to ja sama. Stracilam te cholerna rownowage, ktora posiadalam. Musze znow ja odzyskac, ale nie ja zachwialam tym wahadlem i to nie ja bede musiala znow je pchnac. A czy ktos w ogole zechce je odepchnac w druga strone, skoro nawet mnie nie raczyl powiadomic o przechyleniu jego w ta strone?
Boze, znow zagubiona. Znow zatracona w odmetach mysli i znow roztrzesiona.
Czy to cale powiazanie z ‚prawdziwym zyciem’ ma byc jakimkolwiek przekazem, ze powinnam przestac udawac, bo moje zycie nie jest prawdziwe? Ale dlaczego ktos tak orzekl? Przeciez zyje jak chce, prawda, nie wszystko idzie po mojej mysli, ale co to by bylo za zycie? O co mi chodzi, czego mi tak brakuje? Czy chodzi o tego malego kotka, o ktorego tak sie gryze z rodzina? Czy po prostu doszla do mnie swiadomosc, ze jednak cos sprawuje kontrole nad moim zyciem, wyborem, mowiac „po co jej to”?
Wazne jest to, po co mi to? Po prostu tego chce i nie jest to gwiazdka z nieba. Chce po prostu swobody, mam gdzies, ze Tobie sie pomysl z pocket watchem wydaje burzuajski i glupi, bo mam tylko 15 lat i powinnam sie interesowac tymi Twoimi pieprzonymi kosmetykami, ktore mam w glebokim powazaniu. Zaczynam schodzic z tematu i narzekac, cala ta notka to jeden wielki wylew zastrzezen. Ale przeciez nie narzekam na swoje zycie, pododa mi sie, jest malo rzeczy, ktore chcialabym zmienic, owszem sa takie, ale wszystko z czasem. Nie da sie wszystkiego nar..az..
Czy to ma byc to, ze ma sie dac? Bo ja tak pragne? Dlaczego zaczynam gadac jak rozpieszczona primadonna ktora nie dostala kucyka na urodziny?
Ja chyba naprawde…
Lost my mind.
Swietnie, ale czy to cos nowego? Przeciez juz wiele razy zartowalam sobie, ze przeciez jestem psychiczna, bo na pewno nie jestem normalna, nie zachowuje sie przeciez jak inni. Mam inne spojrzenie na swiat. Na rodzine. Na milosc. Na uczucia. Na radosc. Na smutek. Na pieniadze. Na hobby. Na muzyke. Na szkole. Na przyjazn. Na polityke.
Na zycie.

I co ja mam teraz zrobic? Tyle napisalam, nic nie ocenzurowalam. Wylalam tyle glupot i pewnie jak to bede pozniej czytac to uznam, ze jest tu wiele bledow i w ogole, nie ja to pisalam i powinnam to poprawic, ale nie zrobie tego. To jest mniej wiecej cos jak moj tok mysli i zamierzam zostawic to w takim balaganie, w jakim byla (jest?) moja glowa.

Hej, nie jestem idealna, nie bede sie zawsze smiac. Zawsze bede myslec pozytywnie, ale nie oznacza to, ze nie moge myslec. Po prostu myslec. Nastawienia do swiata nie zmienie, za to moje mysli moga czasem odbiegac od mojego spojrzenia, ale wciaz beda mialy podswiadomie wiadomosc:
I tak bylo dobrze, jest OK i bedzie haraszo. Ii. Ii desu ne. Warukunai.

Ale nie patrzcie na mnie tylko na podstawie tej notki, tych mysli, bo to przeciez jedna taka na ilestam. Chociaz mowia, ze jedno ziarnko przechyla szale, to w moim przypadku po prostu byloby glupota skreslic moja osobe przez taki wylew. Robcie co chcecie, ale… Ja bym tak nie mogla, ale ja to ja.

Slucham OST’u do Vanilla Sky, czuje sie w miare lepiej, ale wciaz ‚placze’. Wciaz jestem rozdarta. Wciaz… Wciaz…
Czuje to pekniecie. I nie znam szklarza akurat takiego, ktory by mial takie szklo by je naprawic. A nawet, jesli znam, to… nie wiem o tym. Daj mi znak.

„Wiesz co? Pieknie wygladasz jak placzesz.”

Mood: Thinkin’&Thinkin’.
Music: I’m Not In Love- 10CC
Book: None.
AD: „Na nieszczęście mogą nas skazać okoliczności, na miłość skazujemy się sami.” C. Lope de Vega
Bonus: Song Day!

Nie jestem zakochana, nie zapominaj o tym
To tylko glupia faza, przez ktora przechodze
I tylko dlatego, ze do Ciebie zadzwonilam
Nie zrozum mnie zle, nie mysl, ze Ci sie udalo

Nie jestem zakochana, o nie..
(To dlatego, ze…)

Lubie Cie widywac, ale znow
Nie znaczy to ze wiele dla mnie znaczysz

Wiec jesli do Ciebie zadzwonie, nie rob z tego wydarzenia
Nie mow przyjaciolom o nas
Nie jestem zakochana, o nie..
(To dlatego…)

(cicho, duze dziewczyny nie placza…)

Trzymam twoje zdjecie na scianie
Przykrywa ohydna plame, ktora tam jest
Wiec nie pros mnie bym Ci je oddala
Wiem, ze wiesz, ze to niewiele dla mnie znaczy
Nie jestem zakochana, o nie…
(To dlatego…)

Oo, dlugo bedziesz czekac na mnie
Oo, dlugo bedziesz czekac

Nie jestem zakochana, nie zapominaj o tym
To tylko glupia faza, przez ktora przechodze
I tylko dlatego, ze do Ciebie zadzwonilam
Nie zrozum mnie zle, nie mysl ze Ci sie udalo, o-o

Nie jestem zakochana…

Mood: Laughin’-all-the-way-and
-my-stomach-aches.
Music: Harajuku Girls- Gwen Stefani
Book: None.
AD: „Dureń, gdy zrobi głupstwo, potem zawsze tłumaczy, że było to jego obowiązkiem.” Bernard Shaw

Nie mam czasu na bzdety, ale trudno, polski poczeka.

Taaa…
Ostatnie dni byly…zabiegane. I dziwne!
I Pan Informatyk, zwany potocznie M, okazuje sie cieszyc na moj widok! Cholera, czlowieku, nie w takim miesiacu! Nie teraz!

Ale o dzisiejszym dniu nalezy powiedziec duzo.
Pomijajac okropny, na szczescie tylko 5 godzinny przypadek zoladkowych problemow postanowilam pojechac na japonski. Bylo ok, dowiedzialam sie w oliwkowym (?) mi ladnie, a to dziwna wiadomosc.
Potem, jak uznalam, ze jestem poza domem, wybralam sie na pokaz teledyskow japonskich.
Pokaz jak pokaz, udany, ale w tym roku okazal sie byc bardziej rozrywkowy…Tomek Makowiecki, znana gwiazda przeciez, okazalo sie, ze:
+ poprawila swoj styl ubierania.
- ma kolczyk w uchu. Paskudny!
+ ma poczucie humoru.
+ interesuje sie muzyka japonska.

Nie mozna bylo sie nudzic. Co prawda, to, co mowili, bylo nudne, ale kto sie tym przejmowal? Makowiecki umial zabawic publicznosc, w pewnym sensie. A teraz pare ciekawych slowek:
1)T.M.:L’ahk en sjel to zespol zajmujacy sie nurtem hard rocka, punk’u i gothic’u.
*gromki smiech na sali*

2) T.M:Oto pani (nie pamietam- japonka z firmy muzycznej) ma ktos jakies pytania?
*ciiiisza*
T.M:Nikt nie ma pytan?
Jedna-odwazna: Czemu ta pani ma fryzure jak Ayu?
*smiech*
T.M.: A jakies inne pytania?
Ktos: Gdzie sie odbywaja takie promocje oprocz Polski?
T.M: Bulgaria i Rosja.
Ktos2: Czy beda dostepne w Polsce japonskie plyty?
*chwila narady*
T.M.: Nie.
*wszyscy- kropla*
T.M.: Juz nie ma pytan? OK…A jak pani sadzi, czy jest mozliwosc albo co mam zrobic by wydac plyte w Japonii?
Japonka: *oblookala T.M. i pokrecila glowa*
*gromki smiech*

A to tylko 2 z wielu smiesznych wpadek…
Tomku, kochamy Cie!

Mood: Confused-o.
Music: No Regrets- Robbie Williams
Book: Record of Lodoss War tom 1 (koniec!)
AD: „Są ludzie, którzy przez całe życie spoglądają na zegarek, a mimo to zawsze się spóźniają.” Antoni Czechow

Do takich ludzi zaliczam sie ja, co potwierdza moi znajomi. Jakakolwiek by to byla sprawa, z kimkolwiek mialabym sie spotkac i w jakimkolwiek celu- i tak sie spoznie, albo bede duzo za wczesnie. Zdarzaja sie wyjatki, prawda, ale tylko po to by potwierdzic regule…
Potrafie zorganizowac sobie czas i zazwyczaj w sprawach domowych moge dotrzymac kazdego punktu owego planu, jednak nie bylabym soba, gdybym o czyms zapomniala lub po prostu cos olala, a wstawila na to miejsce cos nowego.
Well, that’s just the person that I am.

Tak samo, juz udaje mi sie zyc niecale 3 lata bez zalowania czegos. Zabrzmi to narcystycznie, ale jestem z siebie dumna i naprawde, polecam wszystkim takie zycie, w ktorym niczego sie nie zaluje.

Co prawda, teraz mam dylemat.
Zwiazany z facetami.

Oni naprawde sa problematyczni!
Moja podswiadomosc podsunela mi sen, w ktorym niby to ukazuje mi sie Pan K.I. i to, ze nie powinnam zdecydowac tak jak zadecydowalam. OK, w takim razie moge sprobowac, ale nie chce mu robic krzywdy.
Jasne, wszystko byloby latwe gdyby byl jedynym facetem w tych decyzjach.
Jest jeszcze K. i drugi K. A teraz jeszcze Tajemniczy Pan!
Niech to szlag!

Mam dosyc tego roku, wszystko sie zmienia tak diametralnie, ze az nie moge wytrzymac z tymi skokami wydarzeniowymi!
To znaczy, nie to, ze dosyc, bo to mile, ale…czemu akurat wszystko sie wydarza w jednym roku?
Ma~an…!

A wczorajszy dzien to juz w ogole, byl dziwny. Spalam do 17.00 po czym stalam sie sentymentalna po przeczytaniu Record of Lodoss War tom 1 wydania polskiego i zaczelam wzdychac, a potem chichotac niczym jakas dziwna mala dziewczynka. Szalenstwo!
A potem byl Notting Hill.
Kiedy ja go pierwszy raz zobaczylam? DAWNO! I wszystko mi sie przypomnialo.
Bylo tez pytanie, o to jaka choinke mamy kupic w tym roku. Gdy Tata byl, to zawsze sie klocilam, ze chce duza, gest, porzadna choinke, bo inaczej nie bedzie klimatu swiat i w ogole. A teraz odpowiedzialam, ze mi wszystko jedno, bo naprawde mi wszystko jedno, skoro go nie ma.

Aha, mam swoj kacik D’espairs’ow!

I balagan!

Ej, co sie dzieje, zakochalam sie?
Zachowuje sie dziwniej niz zwykle.

Dobra, pytanie…W KIM?!

Mood: Unbelievably-happy.
Music: We’re All To Blame- Sum 41
Book: Paradise Kiss tom 5 (koniec!)
AD: „Człowiek może być zakochany jak szaleniec, ale nie jak głupiec.”
La Rochefoucauld

Rany, prosze, ja wiem, ze to III klasa i w ogole takie tam, ale czy te tygodnie przed Swietami MUSZA sie zapowiadac tak morderczo?
Przynajmniej dla mnie…
Mogliby sobie odpuscic, w koncu, nawet jesli jestesmy ‚okropna klasa’, to przeciez tez jestesmy ludzmi,a nie, wbrew pozorom, malpkami na smyczach.

Rany, jakim cudem ja zdolalam zebrac sie w sobie i tryskac takim entuzjazmem i energia gdy tak malo sypialam? Naprawde, nie moge w to uwierzyc. Optymizm dziala cuda?

Rany, dlaczego tak trudno napisac te pare slow do pana Ide? Ja nie rozumiem, jak to mozliwe, ze jak zaczynam cos pisac to wychodzi z tego angielski na poziomie przedszkolakow, a raczej za taki mozemy co najwyzej- podziekowac.

Rany, dzis padal snieg! 19.11, a tu co? SNIEG! Yuki~ yuki~ yuki~iii!
Moze jestem jakas swirnieta, ale przeciez snieg jest swietny. Zwiastuje juz nie dosc, ze ferie swiateczne to jest taki…taki…nie umiem tego wyrazic slowami, ale od razu wprawia mnie w dobry humor, jesli nie szampanski.

Rany, ile planow towarzyskich! Przeciez to sie w glowie nie miesci, dlaczego akurat w tym roku? Dlaczego rok 2004 jest takim przelomowym na tle innych, monotonnych?

Rany, fachowiec zawiesil antyramy! No i mam swoja wlasna kapliczke D’espairsow…w planach wyklejanie komody, szafy, regalow, drzwi i lustra (nie zapominajac o torebce) :-J

Rany, mam projekt na przerobienie sobie starych spodni! Zobaczymy jak wyjdzie, anuz calkiem niezle?

Rany, Neko-Neko zyje! I ma sie dobrze, i chyba wiadomo co nastapi w planach…

Rany, jesien sie skonczyla! Nareszcie ten ponury okres roku dobiegl do swojej mety…nawet nie wiecie jak sie ciesze.

Rany, jakie to Spotkanie Klubu Osmiu bylo mega-dziecinne! Ja rozumiem, prosze pana szanownego goscia, ze jest pan tutaj dla nas jakims tam autorytetem, ale przeczyl pan samemu sobie- upodobnil sie pan do wszystkich ludzi w showbiznesie i odpowiadal stereotypami.

Rany, ale mam balagan w pokoju! Trzeba to wszystko sprzatnac, ale kiedy? Przeciez szkola zyc mi nie da.

Rany, jak mozna bylo mnie tak zle odczytac? Naprawde, to na swoj sposob mnie zasmucilo..ale po dzisiejszej wyprawie to raczej nie ja tu kogos zarywam…

Rany, jak tak mozna traktowac przyjaciolke?

Rany, ale pozno!

PS: Rany, nowy image…nastepny na swieta!

Mood: Crazy.
Music: Getting Away With Murder- Papa Roach
Book: no time, no reading.
AD: „Nie można tworzyć czegoś, czego nie ma, bo jest tylko to, co jest.”

AD jest skierowane ze specjalna dedykacja dla Darow, Mew, Niokkuni i…wlasnie, kogos jeszcze?!

A dzis powiem jeszcze tylko krotko…

CRAP!
Nigdy wiecej snow.

Mood: Sleepy.
Music: Crying in the Chapel- Elvis Presley
Book: „Pan Tadeusz”- Adam Mickiewicz (FINISHED)
AD: „Poddaj się prawu, które sam ustanowiłeś.” Pittakos z Mityleny

Jakims cudem, a raczej dzieki czemus, zwanym silna wola udalo mi sie wykonac moj 4-dniowy plan smierci z przepracowania. No, oczywiscie przesadzam, bo duzo z tego planu to byly przyjemnosci, ktorych nie policze w stosunku do obowiazkow.
I nawet nadwyzkowo czasu mialam to pospalam dluzej, albo, np. powstal kolejny layout. Na 20 grudnia. A 21.11 tez szykuje sie mala niespodzianka.
Jedyne co mi jeszcze zostalo to dokonczenie sprzatania dysku i sformatowanie go.
I lista zamknieta, trzeba bedzie napisac nowa z nowymi zadaniami na przyszlosc.

Mam mieszane uczucia po tym dlugim weekendzie, jak zawsze, gdy wolny czas sie konczy i spada na glowe sztabka z napisem „obowiazek”. W jakis sposob mnie to odpycha. Tak jak z lekturami- chetnie je przeczytam (no, moze nie wszystkie), tylko ze wtedy, kiedy bede chciala, a nie wtedy, gdy mi tak rozkaza. Szkola ogranicza, ale Ameryki nie odkrylam.

Jestem zmeczona, wiec juz daruje sobie wiecej filozofowania i ide zasnac przy Elvisie.

PS: Ta piosenka mnie kiedys zniszczy, jestem pewna.

Mood: Satisfied.
Music: Don’t Say You Love Me- M2M
Book: „Pan Tadeusz”- Adam Mickiewicz (str. 310- stopped!)
AD: „Niewiedza prowadzi do działania, działanie zaś do świadomości.”

Geez, wstac o 11 i az do wieczora sporzadzac spis inwentarza (komputerowego) z przerwami na zjedzenie czegos, poczytanie czegos, wyjscie na spacer, na silownie, posprzatanie pokoju i zbicie antyramy [sic! damn you, kaze!]

Teraz czeka mnie jeszcze tylko formatowanie komputera. Allelujah, plan na 3 dni wykonany w 100%!
Normalnie az niesamowite, ze sie udalo mi zrobic to, co sobie zaplanowalam. Jeszcze byle by podobnie bylo w innych rzeczach…Tych bardziej powaznych.

Odgrzebujac stare plyty i sprawdzajac co na nich jest odsluchalam pare staroci takich jak Sarah Brightman- Eden czy Aquabats- Lovers of Loving Love i normalnie az mnie rzucalo ze wzruszenia…Bo jednak co stare, to madre. Wezmy takie M2M- Don’t Say You Love Me. Pomijajac glosiki jakby koty kastrowano (czyt. wysokie nuty) i popowa melodie, ze az szok, to slowa we mnie uderzyly, bo wrecz idealnie sie wpasowaly w moje rozmyslania o Panu Ide. Zacytuje, az:
Don’t Say You Love Me,
You Don’t Even Know Me,
If You Really Want Me,
Gotta give me some time
(…)
Don’t say your heart is on hurry
Give me give me some time…

Wtajemniczeni widza wiec, ze piosenka jak ulal!

Owari.


  • RSS