ayaneko blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2004

…so hard that I’m crying everytime.

Łapie się na każdą, każdą malutką sztuczkę. A ten ending to wprost emanuje „Płacz, płacz, ale nie martw się, co z tego że to było smutne, ty się nie martw!”
Cholerni producenci. Z drugiej strony…Chyba mogę bez wstydu przyznać, że mam obsesję.
Pozatym, kiedyś te gromadzące się łzy trzeba wylać i dobrze mieć wtedy coś takiego ‚błahego’ pod ręką niż popłakać się z jakiegoś holywoodzkiego filmu w klasie, gdzie będą Cię wytykać palcami.

Znacie łatwy sposób na dużą forsę? Przydałby mi się taki… Te gadżety wzywają, tak jak Ace Venturę zew natury.

Wreszcie udało się dograć sprawy remontu i teraz już wszystko powinno się ‚zbudować’ jak ja będę w lesie na obozie.
I biorę kota na utrzymanie! Nareszcie…*łzy szczęścia*

Powinnam zacząć pakować swoje graty, bo wyjazd tuż tuż, a mam się spakować przed nim, prawda?
Nie mówiąc już o spakowaniu pokoju…ktoś ma namiary na kartony?

Kto by pomyślał :-)

Do rzeczy.

Wróciłam ze Szczecinka!
Phew, tam było miejscami gorąco. (nie chodzi tu bynajmniej o pogodę)
No, ale mogę być z siebie dumna, kolejną osobę namówiłam (mam nadzieję) do mówienia swojej opinii o danej osobie, danej osobie w twarz.
Man, people…
Wróciłam w czwartek, lekko opalona i trochę sprażona.

A teraz?
Hmm…
Leniuchuję.
Ha! Chciałabym :-)
Z własnej i nieprzymuszonej woli chodzę na siłownię z moją siostrzyczką. Jestem coraz bardziej i bardziej zadowolona, bo nie dość, że mięśnie sobie jakotakie wyrobię (jakotakie= nie takie a’la Budzianowski), nie mówiąc już o kondycji.
A po 1,5 h co robimy? Wskakujemy do sauny parowej a potem po prysznicu do suchej. Parowa jest straszna, jeśli chodzi o oddychanie, moim zdaniem.
Zostałam namówiona na środę na solarium n_n
A jak to się stało, że w ogóle się wybieram do takiego miejsca?
Darmowe 6 wejść, dostałam od siostry.

Najdziwniejsze jednak jest to, że nic mnie nie boli oprócz jednego miejsca- mięśni przy łokciach. Sheesh…Takie miejsce jest strasznie straszne pod względem ćwiczeń- zakwasów dostałam po sobocie a dziś nie mogłam przez nie prawie ćwiczyć. Cóż…

Wszystko powoli się układa po mojej myśli (ba, wiadomo, jestem upartą straszną egocentryczką, wszyscy o tym wiedzą). Jutro rozmawiam z panami od remontu, na temat (odkrycie!) remontu. A trochę później, wyjazd na obóz…nie mogę się doczekać! A potem…znajdę sobie kotka, tego to już w ogóle nie mogę się doczekać! Koty to jednak moje życie, nie ma co.

Full Metal Alchemist mną zawładnął już całkowicie. Jak trzeba płakać, to nawet złapie mnie na najgłupszym standardowym triku, a i tak się popłaczę.
Inna sprawa, że…
SĄ PODUSZKI! PIÓRNIKI! BLUZY! PLUSZACZKI! PRZYPINKI! KUBKI! ITD! ETC!

Oj, widzicie, przereagowałam znów :-0

FLy i Gifts wciąż nie są online, bo me jest lazy, jak zwykle. Ale powinnam wrzucić niedługo, jak dokończę spis inwentarza…

Cóż, chyba tyle, i tak znajdą się narzekacze, że jest za długo!

A kto powiedział, że fikcyjny świat może być tylko jeden na osobę, co?

A-neko

…jak znam to błąd jest. Ale co tam :D

Wyjeżdżam do miejscowości zwaną Szczecinkiem i wracam koło 20, mam nadzieję.

Żegnam się więc z Wami ukłonem i zdjęciem czapki z piórem a’la Will Turner:
*ukłon ze zdjęciem czapki*

FLi i Gifts- te podstrony nie zostały włączone, z przyczyny bardzo prostej.

Jak napisałam w poprzedniej notce, był zapieprz jak jasna dżuma z pakowaniem (a raczej z zakupami).

Aha, Kaki! Zgłoś się do mnie jak będziesz w domu już! :-)

Pozdrowienia, do zobaczenia, życzę Wam miłego spędzania czasu, bo sama o takim nawet marzyć nie mogę…

See ya!

AD:
„SMS: Heja! Jak tam nad morzem?
Odp: Jakim morzem? Ja w 100licy siedze przeciez. To ty jestes nad morzem.
SMS: …faktycznie.”
z serii „Countless Dialogues”, Kaba i A-neko

*”Hallelujah” w tle*

Naprawdę, nareszcie nastał ukochany piątek!
Chwalmy piątek!

Do rzeczy. Nic ciekawego nie robiłam, gdy byłam z Kilimandżaro. Później za to, poszłam na spacer z Okularami szanownymi :-) Oficjalnie, wokół Ursynowa, a nieoficjalnie? Na starówkę, potem koło Metropolitana (taki budynek), a potem do Antraktu na ciasto i herbatę (jak na stare kości przystało).

Wciąż się łudzę, że poznam kogoś fajnego w ciągu wakacji, kogoś nowego mam tu na myśli. :-)

W niedzielę wyjazd- jutro będzie pewnie zapieprz w domu jak jasna dżuma.

Gifts właśnie wrzucam na serwer, a na FLi trzeba będzie jeszcze troszkę poczekać ;)

A-neko

AD:
„Bo kto by pomyślał, że jak ktoś myśli, to się tak zamyśli, że zanim pomyśli o czym myślał to przemyśli parę spraw.”
z serii „Countless Dialogues”, Taro

Prolog.
Widzicie zmianę? Hehe :) Wreszcie mi się udało znaleźć czas by wszystko dopracować i wrzucić gotową już dawno grafikę. Chory HTML…
Pozatym, FL i Gifts jeszcze nie są do końca ‚up’ ale będą pod wieczór- ja też kiedyś muszę się wyspać! A teraz enjoy- dłuuuuga notka, ale jak dłuuugo oczekiwana ;)

(ZAPOMNIAŁAM DATY!)
16:50
Szlag.

Szlag. Przez to, że się rozchorowałam, mam pewnie przerąbane u Kici. Kiciu, przepraszam! Temperaturę miałam!

Ale jeszcze gorzej, bo Banan widział mnie dzień, a właściwie wieczór wcześniej, jak sobie siedzę u Okrucha ze Śmiechem, Iwoną, Anką, Juniorem, chwilowo jeszcze Marcinem i Wiktorem, w zsypie…więc przerąbane. Już to widzę:
„Jesteś chora na święto hufca a na spotkanie ze starszymi to sobie idziesz pohulać?”

Ech.

*Kilka godzin później, około 22:00*

„-Wow, Harry! *z pasją w głosie* Dasz się przelecieć?

-…Co ty bredzisz?”

Tak, tak, domyślajcie się skąd może być taki cytat…
Nie wiecie?
Chcecie bym powiedziała co? ;)

Film „Harry Potter and the Prisoner of the Azkaban” jest niezły. Jak na razie najlepiej wykonany, w porównaniu do maszkar jakie powstały z filmów ekranizujących 2 pierwsze części…brr…(Patrzcie, Putin!)

A czemu jest niezły?
- cytat powyżej
- Malfoy jęczy jak dziewczynka
- Ron :) (choć też czasem piszczy jak dziewczynka)
-”Hermiona wyglądała za chudo, ale potem, jak było od tyłu to jakby jej się spodnie opinały…”
„Jeju o czym my gadamy”
- Harry wydoroślał. Choć nie zmienia to faktu, że płakać to on nie umie, krzyczeć owszem, ale płakać nie.
- Zapomnieli o tym, że Black podpisuje kwitek Harry’emu! Hahaha!
- Bliźniaki…hehe…
- „Ale ten Syriusz jest paskudny…ale ma sexi klatę *śmiech*”
- „NO NIE, CZEMU LUPIN WYGLĄDA JAK FHANCUZIK?”
- „A nie mówiłam, że będzie pełna sala?”
„No fakt…”
„No i patrz, sami dorośli…”
- Czemu mam wrażenie, że gdy Hardodziób odgania Lupina od Harry’ego i Hermiony, to owa dwójka wygląda jakby się całowali? Czemu? Czemu czemu? :)
- efekty, wbrew pozorom, naprawdę były dobrze zrobione. Pozdrowienia dla Jelonka, Demenciaków, co? ;)
- „Ale..zaraz…staliście tu, to jak jesteście tam?!” Oj, Ron, Ron…
- Tylko czemu w każdym filmie wylkołaki wyglądają taaaaaak beznadziejnie, że płakać mi się chce? W HP 3, w Underworld, w Van Helsingu…niech to szlag…

Dobra, chyba tyle…

Życzcie mi powodzenia w poniedziałek: poprawiam W-f (po raz czwarty, jak sądzę) i będę brała czynny udział w Dniu Brytyjskim w naszym gimnazjum…

I jak tu się nie zaszlachtować, wiedząc, że to już tylko 4 dni? No jak?

PS: HAHA! Już wiem czemu te filmy są beznadziejnie zrobione! Jak podaje onet.pl:
Reżyseria: Alfonso Cuarón
Nic dziwnego, skoro Alfons je reżyseruje! Cholera, wiedziałam, że coś tu nie gra…
I na dodatek zalicza się to do gatunku Przygodowy/Familijny/Fantasy
Łodafaka?! Fantasy?! Ja rozumiem, że są tam stwory, ale bez przesady, panowie, z umiarem!

Stay tooned- they’re coming really fast. Hardkor :D
A-neko

AD:
„I co?”
„Udało się. Zrobiliśmy to.”
„Niby co? *smile* Dobranoc.”
Dumbledore, Harry, Dumbledore. (Harry Potter 3; Michael Gambon- Big D; Daniel Radcliffe- HP)

24.06.2004r.
Przyjazd.

Poszłam.
Przywitałam.
Oprowadziłam z siostrą po starówce.
Zjadłam pizzę.
Dostałam prezent- pałeczki słodkie jak lukrowane laseczki z Ameryki. (czy on chce mnie kupić?)
Dokończyłam oprowadzanie po starówce.
Odstawiłam go pod hotel jak figurkę na planszy do gry w szachy.
Pożegnałam się w metrze z siostrą.
Wróciłam do domu.
Pośmiałam się.
Uważałam, że jest słodki, ale jego minusem jest ta pieprzona nieśmiałość.

Nie wiedziałam, że doprowadzi to do takiego tajfunu…

AD:
„..::-N-o-N-e::..”

25.06.2004r.
„Randka”.

Umówienie się.
Stawienie się o danej godzinie w danym miejscu. 18.00= późno dosyć.
Pojechanie tym pieprzonym tramwajem do Placu Unii Lubelskiej.
Rozmawianie- ok, tylko czemu były chwile zwanymi zwiewną ciszą, gdzie nikt nic nie mówił, tylko cisza wiała chłodem?
Przejście się do Łazienek.
Zobaczenie pomnika Chopina w otoczeniu dywanów z róż. (ZAJEBIŚCIE ROMANTYCZNIE.)
SZLAG WAS, RÓŻE! JESTEŚCIE ROMANTYCZNE!
Wybranie ławki.
Siadanie w ławce dosyć blisko siebie.
Chęć zbliżenia się.
Rezygnacja.
Time got lost.
Powrót do przystanku.
Powrót pod hotel.
Propozycja odprowadzenia mnie do metra.
Zgodzenie się.
Pożegnanie.
Jazda metrem= myślenie.

AD:
„-That’s fishy.
-Rybka?! GDZIE?!”
Z serii „Countless Dialogues”, Dita i Kita

26.06.2004r.
Wycieczka.=Trip.=trippy?

Umówieni.
Dojechani do Żelazowej Woli z szanowną panią moją zwaną po japońsku HAHA a po polskiemu- Mama.
Zachwyceni wioską Chopinowską.
Uroczeni przez kota-żebraka, lubującego się w 10-minutowych kursach na każdego turystę.
Kot leży na kolanach u mnie.
Mistah Kei Idę głaszcze kota.
Genialny pomysł głupiej autorki tego bloga- „Mamo, zrobisz nam zdjęcie?”
NIECH CIĘ SZLAG, MÓJ UMYŚLE!
On także chce zdjęcie ze mną.
Zasłodzeni trójkącikiem- kot, ja i on.
Powrócenie do W-wy.
Zobaczenie Cytadeli. (UWAGA! Wojsko w pobliżu.)
Zobaczenie świetnego muzeum. (moje harcerki, strzeżcie się, mam pomysł :-) )
Jechanie na obiad.
Rozmawianie- czy ja wiem…?
Zjedzenie obiadu.
Powrót pod hotel.
Powrót do domu.
Myślenie.

AD-Song Actually More Fits The Feeling:
„Mou sukoshi…Mou sukoshi…”
Forgot.

27.06.2004r.
Pożegnanie. Rozstanie telenowelowe. „Halo, czy to wariatkowo?”

Spotkaliśmy sie o 14.00 .
Dojechaliśmy o 15.00 do Wilanowa.
Kupiliśmy bilety do Pałacu Wilanowskiego.
Obejrzeliśmy caaaaaaalutki Pałac.

Czemu on zachowuje się inaczej?

Kupiliśmy bilety do ogrodów Wilanowskich.
Obejrzeliśmy ogrody.
Wracamy na starówkę.
Jemy lody.
Jedziemy znów do Łazienek.

Znów wróciliśmy do rozmów o uczuciach…?

Oglądamy co mieliśmy obejrzeć.
Po prostu pałac (zamknięty) w Łazienkach.
Wycieczka do toalety.

O Boże, znowu Chopin!

Najładniejsza ławeczka wybrana.
Siadamy.
Gadamy.
Gadamy.
Gadamy.
Czy powiedziałam, że gadamy?
Gadamy.
Cisza.
Gadamy.
Cisza.
Cisza.
Gadamy.
Cisza.
Cisza.
Cisza.
Gadamy.

O MÓJ BOŻE!

*ocenzurowano częściowo- autorka nie jest gotowa na szokowanie swoich czytelników*

Odprowadzenie do metra.
Pożegnanie- wyjeżdża z rana.
Metro i myślenie- część II.
Powrót do domu.
Wyjście z domu- PYZOL!
Powrót do domu.
Udawanie, że nic się nie stało.
„Tak, tak, podobało mu się!”
Czechy wygrywają 3 do zera.
*opada kurtyna*

AAAAAAA!
A-neko

AD-Again The Song Is Fitting The Situation Better:
„My Love Don’t Cost a Thing”
Jennifer Lopez.

EPILOGuessera serra dajtaa…

Noc. Koło 1.00.
Zjadłam ciasto o tej porze…!
Przytyję.
SZLAG CIĘ, POKUSO!
Myślę.
To nie depresja.
To rozmyślanie.

*ukłon w stronę publiczności oglądającej moją scenę życia*

AD:
„Jesteśmy aktorami na scenie życia”
William Shakespeare, the best of the best of the best men on the world. It’s a pity, he’s dead!

…a tu naprawdę się lipiec robi! O_O

Absolutnie przyznaję się do winy, że przez moje 3-miesięczne nieróbstwo mam taki syf w pokoju, że się nie wyrobię z updejtem layouta na dziś. Z żalem przekładam ‚termin’ (^^”) na późniejszy…a zresztą, jak będą zmiany to zobaczycie! :-)

A-neko

Zapracowana! Nie-zmęczona! Nie-w-depresji! (a to dziwne, bo większość osób wokół wykazuje takie czynniki…)


  • RSS